Coraz obszerniejsze lektury on-line i off-line wymagają szybkiego
i EFEKTYWNEGO czytania !!! Skorzystaj z bardzo aktualnej oferty Złotych Myśli
- zapisz się na : Darmowy kurs szybkiego czytania !
Jak można niekonwencjonalnie świętować 5 lecie własnej firmy niech zilustruje śmieszny filmik ZM: 5 urodziny na filmie ZM
Dodatkowo, jako partner ZM mam tę sposobność, by zaprosić Cię na skorzystanie rabatu oferowanego prze Złote Myśli z okazji ich 5 letniego jubileuszu !!!
Jeżeli kupisz:
5 produktów w sklepie ZM otrzymasz 50% rabatu (użyj mojego kodu rabatowego: bF2ajxpa)
4 produkty w sklepie ZM otrzymasz 40% rabatu (użyj mojego kodu rabatowego: tN8qzcte)
3 produkty w sklepie ZM otrzymasz 30% rabatu (użyj mojego kodu rabatowego: ps2Mqanb)
2 produkty w sklepie ZM otrzymasz 20% rabatu (użyj mojego kodu rabatowego: z2Kdxfgj)
Kliknij uprzywilejowaną furtkę do witryny Złote Myśli: URODZINOWE RABATY ZM
To nie wszystko: Złote Myśli rozdają fajne prezenty do KAŻDEGO zakupu w witrynie
Aktualna wartość prezentów w marcu wynosi 44,70 zł do KAŻDEGO zamówienia! Nawet jeżeli
nie skorzystasz z rabatu kupując 1 pozycję / produkt to i tak otrzymasz jubileuszowy prezent !
Kliknij link gwarantujący prezent: URODZINOWE PREZENTY ZM
Tydzień 09
2009-02-23 Poniedziałek
Gazeta Wyborcza: Nie stać nas na taką stocznię
Andrzej Kraśnicki jr 2009-02-22, ostatnia aktualizacja 2009-02-22 20:00
Zanim zaczniemy walczyć o możliwość wpompowania kolejnych setek milionów złotych w branżę okrętową, spróbujmy sprzedać stocznię za jakąkolwiek cenę, choćby za złotówkę. W ciągu ostatnich dwóch tygodni kancelaria premiera zasypana została otwartymi listami, których autorzy domagają się od Donalda Tuska, by wywrócił do góry nogami cały plan przekształceń polskich stoczni i podtrzymał działalność zakładu w Szczecinie. Do premiera napisali związkowcy, potem marszałek województwa Władysław Husejko, prezydent Szczecina Piotr Krzystek, przewodniczący rady miasta Bazyli Baran i senator PO Krzysztof Zaremba. Argumenty w skrócie wyglądają tak: jest kryzys, więc nie ma szans, by wiosną znaleźć inwestora i do końca maja sprzedać majątek stoczni. Trzeba zatem podtrzymać firmę przy życiu, by z podłączoną kroplówką w postaci pieniędzy z budżetu państwa przeczekała do lepszych czasów. Gdyby stocznia była normalnie działającym zakładem, który po prostu ma zostać sprywatyzowany, takie odsunięcie w czasie przekształceń niewątpliwie miało by sens. Niestety tak nie jest.
Nie wnikając w dzieje ostatnich lat, spójrzmy, na jakich zasadach zakład teraz działa. Do nierentownych statków dopłaca poprzez Agencję Rozwoju Przemysłu budżet państwa. Z tego samego źródła popłynęły pieniądze na wypłaty dla stoczniowców. Teraz pensje są tylko dzięki Funduszowi Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Kontrahenci żądają za dostarczone materiały płatności z góry, a nieuregulowane faktury doprowadzają do takich sytuacji jak ostatnio, kiedy to Szczecińska Energetyka Cieplna odcięła dostawę ciepła. Zakład stanął wówczas w obliczu zniszczenia części infrastruktury. O współpracy z bankami, o kredytach obrotowych, pozwalających normalnie działać, nie ma mowy. W efekcie od dawna nie ma już pracy dla wszystkich czterech tysięcy stoczniowców. Jak długo państwo może podtrzymywać przy życiu taki twór? Pół roku? Rok? A przecież kryzys, także ten w branży stoczniowej, szybko się nie skończy. Optymistyczne zapowiedzi mówią o nowej hossie w branży okrętowej za 4-5 lat. To nawet dłużej, niż zajęłaby realizacja obecnego portfela zamówień, jaki ma stocznia, nowych firma nie zawiera. Utrzymywanie w nieskończoność stoczni na garnuszku państwa, także punktu widzenia związkowców nie jest wcale łatwe. - Już nam głowę suszą koledzy z innych branż - przyznał mi anonimowo jeden z działaczy. - Mówią, że jeśli państwo ma utrzymywać stoczniowców, to niech tak samo zadba o pozbawioną zamówień zbrojeniówkę i 7 tysięcy kolejarzy z PKP Cargo, którzy stracą pracę.
O przedłużeniu bytu stoczni nie mamy zresztą co marzyć bez zgody Komisji Europejskiej. Uchwalona w grudniu ustawa stoczniowa, która zakłada sprzedaż majątku stoczni do maja tego roku, powstała w uzgodnieniu z KE. Autorzy listów domagają się od premiera, by teraz zasiadł do rozmów z komisją i wynegocjował odłożenie tego terminu na czasy "po kryzysie". Trudno jednak o skuteczne negocjacje, jeśli sam rząd uznaje to za nierealne. - Specjalna ustawa stoczniowa jest realizowana zgodnie z harmonogramem, co więcej, na jej podstawie dokonywane są już określone działania prawne - mówi Maciej Wewiór, rzecznik MSP. - Trudno sobie wyobrazić sytuację, w której komisarz Neelie Kroes [komisarz ds. konkurencji - red.] już po porozumieniu i rozpoczęciu procesu zmieniła raz wydaną decyzję. Resort nie mówi na razie o tym wprost, ale nie ma też większych szans na zgodę na wybudowanie jeszcze dwóch statków. Żeby zrealizować kontrakt, stocznia musiałaby działać co najmniej do końca sierpnia, a więc trzy miesiące dłużej niż zakłada ustawa. Na razie, jedynie według nieoficjalnych informacji, są inwestorzy zainteresowani kupnem majątku stoczni. Jest więc szansa na utrzymanie miejsc pracy w miejscu największego szczecińskiego zakładu. Pierwszy z serii przetargów odbędzie 24 marca. Zanim zaczniemy walczyć o możliwość wpompowania kolejnych setek milionów złotych w branżę, spróbujmy sprzedać stocznię za wszelką cenę.
Głos Szczeciński: Statek ze Stoczni Szczecińskiej statkiem roku
Krystyna Pohl 23 lutego 2009, 8:15
Zbudowany w Stoczni Szczecińskiej Nowa kontenerowiec Fesco Vitim został uznany przez Królewski Instytut Architektów Okrętowych (RINA) za Znaczący Statek Roku 2008. Chrzest Fesco Vitim odbył się w sierpniu zeszłego roku przy Wałach Chrobrego w Szczecinie. Fesco Vitim to jeden z kontenerowców typu B 170. Do tej pory powstały 53 tego typu statki. 51 zbudowano w Szczecinie, dwa w Wietnamie według szczecińskiej dokumentacji i konstrukcji oraz urządzeń dostarczonych przez stocznię. Kontenerowce B 170 okazały się najdłuższą serią statków handlowych jaka powstała w powojennym światowym przemyśle okrętowym. Trudno się dziwić, bo są to statki bardzo udane i były chętnie zamawiane przez wielu armatorów. Mogą zabierać 1730 kontenerów, rozwijają szybkość prawie 19 węzłów, mają 184 m długości i 23 tys. ton nośności. Autorem serii jest znany projektant kontenerowców Marek Nowak. Pierwszy kontenerowiec B170 opuścił stocznię w marcu 1995 roku. Został zbudowany dla chilijskiego armatora CSAV. W kolejnych latach tego typu kontenerowce odbierali armatorzy z Niemiec, Wenezueli, Grecji, Cypru i Rosji. W 2000 roku kontenerowiec B170 został uhonorowany Medalem Europejskim jako produkt wyróżniający się na międzynarodowym rynku. Fesco Vitim otwiera piątą serię kontenerowców B170. Adaptował ją i rozwinął projektant SSN Jacek Łożyński. Tym różni się od pozostałych, że ma wysoką klasę lodową, co wymagało dużych zmian w konstrukcji kadłuba. Kontenerowiec Fesco Vitim został zbudowany dla rosyjskiego armatora FESCO. Do eksploatacji wszedł w sierpniu 2008 roku. Obsługuje linię między Hamburgiem a St. Petersburgiem.
Kurier Szczeciński: Gazoport na skróty 2009-02-22 20:59:40
Projekt specustawy, która ma ułatwić budowę i uruchomienie terminalu LNG w Świnoujściu do 2013 roku, jest już gotowy. Dokument powinien wejść w życie w maju br. Takie informacje przekazał przedstawiciel Ministerstwa Skarbu Państwa podczas posiedzenia Społecznej Rady Konsultacyjnej ds. budowy terminalu, które odbyło się w piątek w Szczecinie.
– Terminal oraz inwestycje towarzyszące wypełniają politykę rządu dotyczącą dywersyfikacji dostaw gazu. Ma on poprawić bezpieczeństwo energetyczne kraju i dlatego jest jednym z priorytetów – mówił Rafał Wardziński z resortu skarbu. – Specjalna ustawa ma usunąć bariery prawne i inne, by skrócić proces inwestycyjny.
R. Wardziński poinformował, że projekt specustawy przeszedł już uzgodnienia międzyresortowe. Do końca bm. powinna się nim zająć Rada Ministrów, a około połowy maja dokument mógłby wejść w życie.
– Prace nad projektem trwały ponad trzy tygodnie – dodał Wardziński. – W dokumencie zmieniamy regulacje 17 istniejących ustaw. Jednak wszystkie zmiany mieszczą się w granicach prawa polskiego i wspólnotowego. Chodzi o skrócenie procesu inwestycyjnego. Ocenia się, że sama budowa potrwa 40-46 miesięcy.
Podmioty realizujące inwestycję m.in. zwolnione będą z ustawy o zamówieniach publicznych. Sprawniej też mają przebiegać procedury wynikające z ustawy środowiskowej.
Na posiedzeniu Społecznej Rady Konsultacyjnej ds. budowy terminalu przedstawiciele firm i instytucji zaangażowanych w to przedsięwzięcie przedstawili stan zaawansowania prac przygotowawczych.
– W połowie roku rozpoczynamy procedurę dotyczącą uzyskania pozwolenia na budowę – powiedział Tadeusz Zwierzyński, prezes spółki Polskie LNG, która zbuduje terminal.
Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska wydała już spółce postanowienie w zakresie Natury 2000 oraz tzw. decyzję środowiskową. W marcu ma być powołany nadzór przyrodniczy i rozpocznie się monitoring przedinwestycyjny.
Budową falochronu osłonowego dla portu zewnętrznego w Świnoujściu zajmie się Urząd Morski w Szczecinie.
– Są już zrobione badania geologiczno-inżynierskie i dwa raporty oddziaływania na środowisko. Mamy pozwolenie Ministerstwa Infrastruktury, zmienione są granice portu w Świnoujściu – wyliczał Andrzej Borowiec, dyrektor UM w Szczecinie. – Projekt, który wykonuje firma PROJMORS z Gdańska, jest prawie gotowy. Nie wiadomo jeszcze, kiedy otrzymamy decyzję środowiskową.
Również PROJMORS przygotowuje projekt wykonawczo-budowlany dla Zarządu Morskich Portów Szczecin-Świnoujście, który jest odpowiedzialny m.in. za budowę stanowiska dalbowego dla statków, specjalnej platformy i estakady dla gazociągu. Obecnie ZMPSŚ czeka na decyzję o uwarunkowaniach środowiskowych.
– Celem naszych działań jest zbudowanie portu zewnętrznego, który będzie szansą dla regionu na wiele lat do przodu – mówił Władysław Lisewski z ZMPSŚ. – Chcemy stworzyć w porcie warunki do obsługi gazowców o długości 300 metrów, szerokości 50 metrów i zanurzeniu 13,5 metra.
Z kolei prezydent Świnoujścia Janusz Żmurkiewicz omówił prace, jakie trwają w jego urzędzie. Ocenił, że w maju-czerwcu powinien być zmieniony plan zagospodarowania przestrzennego. Zwrócił też uwagę na potrzebę budowy i modernizacji dróg wiodących do nowego portu.
Szef Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska Przemysław Łagodzki zapewnił, że nie widać przeszkód dla realizacji projektu, jeśli chodzi o sprawy związane z ochroną środowiska.
Informowaliśmy, że firma SNC-Lavalin, przygotowująca projekt techniczny gazoportu, nie dotrzymała pierwotnego terminu (październik 2008 r.).
– Do końca kwietnia projekt ma być gotowy – zapewnił nas Igor Wasilewski, prezes spółki Gaz-System, będącej właścicielem Polskiego LNG.
Gazoport w Świnoujściu, czyli terminal do odbioru tankowców ze skroplonym gazem LNG, początkowo będzie odbierać do 2,5 mld m sześc. gazu rocznie, czyli ponad jedną piątą krajowego zużycia. Koszty inwestycji szacowane są na ok. 3-3,5 mld zł. (ek)
Polskie Radio Szczecin: Budowa gazoportu może być zagrożona?
Według Joachima Brudzińskiego, budowa gazoportu może być zagrożona, jeśli nie zostanie wpisana na listę inwestycji strategicznych. Gazoport ma kosztować ponad miliard złotych. Jak mówi poseł Prawa i Sprawiedliwości, dla budżetu Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad to nie jest duża kwota. Na budowę gazoportu w Regionalnym Programie Operacyjnym jest zapisane 100 milionów euro. Jednak jak mówi Brudziński, jeśli budowa nie trafi na listę inwestycji strategicznych pieniądze mogą przepaść. - Jeśli te unijne pieniądze przepadną, to wierzy Pan, że oni to wybudują? - pytał poseł Brudziński. Jak dodał Joachim Brudziński, szczecińscy politycy powinni zaapelować do ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka o wpisanie budowy gazoportu na listę inwestycji strategicznych. Piotr KOŁODZIEJSKI - 2009-02-23 11:22:352009-02-23, 11:13: Jarosław Gowin
Trojmiasto.pl: Polskie przewodnictwo w Euroregionie "Bałtyk"
23 lutego 2009, godz. 08:25 (25 opinii)
Litewska Kłajpeda przeładowuje mniej więcej tyle białoruskich ładunków, ile wynoszą przeładunki Portu Gdańsk.
W środę na zamku w Rynie Duńczycy uroczyście przekażą przewodnictwo w Euroregionie "Bałtyk" (ERB) stronie polskiej. Lepszej okazji na wyartykułowanie interesów polskiej branży morskiej trudno sobie wyobrazić, tym bardziej, że polska prezydencja przypada na okres tworzenia unijnej Strategii dla Regionu Bałtyku. Trzeba jednak pamiętać, że Euroregion to nie tylko platforma współpracy, ale i brutalnej zakulisowej walki o pieniądze i wpływy, w której to polscy gospodarze uginają się przed litewskimi potentatami portowymi.
Wielkie szanse dla polskich portów...
Euroregion "Bałtyk" jest jedną z ważniejszych organizacji integracyjnych w Regionie Morza Bałtyckiego, a jego prace mają duży wpływ na decyzje podejmowane przez Unię Europejską. Obecnie Region Bałtyku ma w Unii swoje pięć minut, co przejawia się m. in. w sferze finansowej: Bałtyk otrzymuje z Brukseli więcej pieniędzy, niż faworyzowane dotąd Morze Śródziemne. Rola krajów bałtyckich w Unii będzie jeszcze bardziej widoczna w drugiej połowie bieżącego roku, kiedy to przewodnictwo w Unii sprawować będzie Szwecja. Teoretycznie rzecz biorąc, polska prezydencja jest doskonałą okazją do wylansowania na forum europejskim nowych projektów, które zwiększą konkurencyjność polskich portów i pomogą im pozyskać ładunki z krajów ościennych. Ale niekoniecznie tak się stanie. Im większe znaczenie ma Euroregion, tym bardziej bezpardonowe metody stosują nasi konkurenci z Litwy i Rosji, aby zmusić polskich przedstawicieli do rezygnacji z ważnych dla nas projektów.
...i zakulisowe naciski litewskich konkurentów
Według wcześniejszych pomysłów, jednym ze sztandarowych projektów warmińsko-mazurskiego przewodnictwa mogłaby być kompleksowa modernizacja linii kolejowej Gdynia - Olsztyn - Białystok i skierowanie tędy tranzytu ładunków między polskimi portami a Białorusią. Projekt ten ma wielu zwolenników w Trójmieście i w innych miastach leżących na tej trasie, jest nim również zainteresowany wiceminister transportu Białorusi Mikałaj Wierchawiec oraz samorządowcy tranzytowego Podlasia. Utworzenie korytarza kolejowego łączącego porty Trójmiasta z Mińskiem przez Mazury, zamiast okrężną trasą przez Warszawę i Terespol, jest również naturalną konsekwencją unijnej polityki. Bruksela stawia bowiem na przenoszenie ładunków z dróg na kolej oraz ograniczanie uciążliwości transportu dla środowiska naturalnego. Korzyściami ze skrócenia trasy są nie tylko oszczędność czasu i kosztów przewozu, ale również ograniczenie hałasu, zużycia energii oraz emisji dwutlenku węgla i pyłów.
Modernizacja mazurskiej linii kolejowej jest o tyle ważna dla Trójmiasta, że bez niej trudno będzie naszym portom konkurować z Kłajpedą. Ten litewski port przeładowuje mniej więcej tyle białoruskich ładunków, ile wynoszą przeładunki Portu Gdańsk. Niestety, wskutek nieformalnych nacisków grup interesu z Litwy, w listopadzie 2008 władze Warmii i Mazur po cichu wycofały się ze wspierania tego projektu, co stawia pod znakiem zapytania jego realizację. Tymczasem jeszcze w czerwcu 2008 właśnie z inicjatywy wicemarszałka Warmii i Mazur prowadzone były w tej sprawie rozmowy z władzami sąsiedniego Podlasia, których efektem była inicjatywa zawarcia listu intencyjnego między regionami Północno-Wschodniej Polski.
Rozszerzenie - tak, ale nie o te regiony, które mogłyby zaszkodzić Litwinom
Z tych samych względów gospodarze polskiego przewodnictwa niechętnie spoglądają na udział przedstawicieli obwodów lwowskiego i wołyńskiego w pracach grup roboczych Euroregionu. Nawiązanie zinstytucjonalizowanej współpracy ERB z Zachodnią Ukrainą było jednym z ważniejszych wydarzeń poprzedniego duńskiego przewodnictwa, a następnym etapem mogłoby być przyjęcie tych obwodów jako pełnoprawnych członków Euroregionu. Inicjatorzy przyjęcia ukraińskich obwodów do Euroregionu liczyli, że pomoże to w przekierowaniu strumienia tamtejszych ładunków do polskich portów. Tymczasem mniej więcej od listopada-grudnia władze Warmii i Mazur nagle przestały wspierać tę ideę, natomiast planują rozszerzenie Euroregionu o inne, mniej kontrowersyjne obszary.
- Celem mojej prezydentury będzie działanie na rzecz zwiększenia aktywności Euroregionu Bałtyk, co przyczyni się do zwiększenia jego skuteczności w Unii Europejskiej - mówi Jacek Protas, marszałek warmińsko-mazurski. - Obejmując przewodnictwo w Euroregionie Bałtyk, chcemy jako województwo warmińsko-mazurskie podjąć kwestię rozszerzenia Euroregionu Bałtyk. Bierzemy pod uwagę Finlandię, Łotwę i Estonię, a także regiony polskie i litewskie: województwa kujawsko-pomorskie i zachodniopomorskie oraz okręgi Taurogi czy Kowno.
Powyższe przykłady częściowo tłumaczą, dlaczego mimo wielu starań, porty Trójmiasta obsługują jedynie śladowe ilości ładunków tranzytowych, gdy tymczasem porty małej Litwy i Obwodu Kaliningradzkiego świetnie sobie na tym obszarze radzą. Nikt z polskich menedżerów nie chce nadstawiać głowy w tej niepewnej sprawie. Sytuację pogarsza fakt, że polska branża morska zajmuje się sprzeczkami we własnym gronie i blokowaniem projektów ważnych dla sąsiada z innego województwa (dobitny przykład - gazoport), podczas gdy Litwini umacniają kartel portowy z Kaliningradem.
Czym jest Euroregion Bałtyk
Euroregion Bałtyk powstał w lutym 1998 w celu rozwiązywania problemów południowo-wschodniej części Regionu Morza Bałtyckiego. Składa się z ośmiu regionów należących do Danii, Litwy, Polski, Rosji i Szwecji. Euroregion Bałtyk ma charakter samorządowo-rządowy, w jego pracach uczestniczą przedstawiciele władz samorządowych i krajowych. Najwyższym Organem jest Rada, która wyłania ze swego składu Prezydium. Pracami Rady i Prezydium kieruje Prezydent Euroregionu. Rada obraduje co najmniej dwa razy do roku, Prezydium 4-6 razy w roku, decyzje podejmowane są na zasadach konsensusu. Funkcja Prezydenta jest pełniona kolejno przez przedstawiciela każdej ze stron umowy, rotacja następuje po rocznej kadencji. Strona polska w Euroregionie Bałtyk jest reprezentowana przez Wojewodów i Marszałków Pomorza oraz Warmii i Mazur, którzy z urzędu są członkami Rady. W skład Strony Polskiej wchodzi także Stowarzyszenie Gmin RP Euroregion Bałtyk z siedzibą w Elblągu. Portal regionalny trojmiasto.pl autor Kuba Łoginow k.loginow@trojmiasto.pl
Portal Morski: Ważą się losy Stoczni Gdańskiej Opublikowano: 23 lutego, 2009
Resort skarbu przesłał Komisji Europejskiej odpowiedzi na jej pytania w sprawie planu restrukturyzacji dla stoczni Gdańsk. Poinformował o tym w piątek Zdzisław Gawlik, wiceminister skarbu państwa. Wyjaśnienia dotyczące stoczniowego planu przygotował ISD Polska, właściciel stoczni Gdańsk. Gawlik powiedział, że pytania KE dotyczyły m.in. rentowności stoczni Gdańsk, a także zwrotnej pomocy publicznej, którą MSP ma udzielić ISD Polska. W połowie stycznia br. minister skarbu Aleksander Grad poinformował, że KE ma uwagi do programu restrukturyzacji stoczni Gdańsk (plan ten trafił do Brukseli na początku grudnia ubiegłego roku). - Pytania i uwagi Komisji Europejskiej dotyczą możliwości finansowania przedsięwzięć zawartych w programie restrukturyzacji - mówił szef resortu skarbu. Natomiast Jacek Łęski, rzecznik ISD Polska powiedział, że „pytania Komisji Europejskiej dotyczą głównie dodatkowej pomocy publicznej, wykorzystania pieniędzy na inwestycje, a także szczegółowego harmonogramu zamykania pochylni".
W programie restrukturyzacji zapisano plany inwestycyjne stoczni Gdańsk na poziomie 600 mln zł. Inwestor zapewnił, że działalność przedsiębiorstwa będzie oparta na produkcji stoczniowej, budowie dużych konstrukcji stalowych oraz wież dla elektrowni wiatrowych. MSP ma udzielić inwestorowi 150 mln zł dodatkowej, zwrotnej pomocy publicznej na pokrycie zobowiązań publiczno-prawnych. Jeśli Bruksela odrzuci program restrukturyzacji, stoczni Gdańsk grozi bankructwo. źródło: www.puds.pl
Portal Morski: Tylko cztery kontrakty stoczni norweskich Opublikowano: 23 lutego, 2009
Norweski Związek Stoczniowy Norske Skipsverft ogłosił, że norweskie stocznie zdobyły w tym roku jedynie cztery nowe kontrakty na budowę statków. Dla porównania w 2008 stocznie norweskie zdobyły 21 kontraktów o wartości 1,1 mld $, a w 2007 71 kontraktów o wartości 4,5 mld $.
Portal Morski: Tsuneishi umacnia się na Filipinach Opublikowano: 23 lutego, 2009
Japoński koncern stoczniowy Tsuneishi Heavy Industries zdecydował o przeznaczeniu kwoty 227 mln $ na rozbudowę swojej filipińskiej stoczni Cebu. Po realizacji tych planów filipińska stocznia japońskiego koncernu będzie mogła budować statki o nośności do 250 000 ton, a profil produkcji zakłada budowę masowców, zbiornikowców, kontenerowców i samochodowców.
Portal Morski / Dziennik Bałtycki: Sprawdzą wrak Opublikowano: 23 lutego, 2009
We wtorek ponownie rozpoczną się podwodne badania kanonierki niemieckiej, zatopionej kilkaset metrów od helskiego cypla. Specjaliści z Marynarki Wojennej oceniać będą skutki czwartkowej detonacji. Nurkowie - saperzy dokonali wówczas detonacji ładunków założonych przy niemieckich bombach głębinowych, odnalezionych we wraku. Teraz trzeba będzie sprawdzić, czy eksplozja zneutralizowała wszystkie pięć bomb. - Do wraku zostanie opuszczony pojazd podwodny z kamerą - wyjaśnia komandor porucznik Bartosz Zajda, rzecznik prasowy dowódcy Marynarki Wojennej. - Dopiero po dokładnym zbadaniu jednostki będziemy mogli orzec, czy jest ona już bezpieczna. Ze względu na warunki pogodowe tej operacji nie można przeprowadzić wcześniej. Marynarka Wojenna neutralizuje niebezpieczny wrak na prośbę Urzędu Morskiego, który wcześniej wprowadził zakaz nurkowania w tym rejonie. Dopiero po dokładnym przebadaniu zatopionej kanonierki będzie można stwierdzić, czy jest ona już bezpieczna. A lekkomyślnych amatorów nurkowania niestety nie brakuje... - Kiedy rozminowywaliśmy półwysep, trzeba było ustawiać warty do pilnowania niewybuchów - przyznaje kmdr Bartosz Zajda. K.Miśdzioł R.Kościelniak
NaszeMiasto.pl>Ustka: Ustka. Palił się statek i stary budynek przy ulicy Chopina
Ciężki weekend mieli usteccy strażacy. Tylko jednej nocy z piątku na sobotę brali udział w dwóch poważnych pożarach. Najpierw na terenie usteckiej stoczni zapalił się remontowany właśnie statek wycieczkowy "Arno". Wiadomo, że spaliła się cała maszynownia i część instalacji okrętowych. Szkody wyceniono na około 20 tysięcy złotych. Według wstępnych przypuszczeń strażaków pożar mogli spowodować spawacze remontujący jednostkę. Do drugiego pożaru doszło około godziny 21 przy ulicy Chopina, gdzie zapalił się od lat nieużywany budynek po byłe restauracji "Czarodziejka". W gaszeniu tego pożaru brało udział aż 12 zastępów ochotniczej i państwowej straży pożarnej. - Według naszych wstępnych ustaleń przyczyną tego pożaru było podpalenie - mówi mł. bryg. Grzegorz Ferlin, zastępca komendanta Państwowej Straży Pożarnej w Słupsku - Nie jest bowiem możliwością, aby przypadkowo doszło do wybuchu ognia w kilku miejscach naraz tym bardziej, że obiekt był opuszczony. Na szczęście w środku nikogo nie było, choć wiemy, że czasami mieszkają tam bezdomni. Przyczyny obu pożarów wyjaśnia ustecka policja. Hubert Bierndgarski - NaszeMiasto.pl
Spedycje.pl: Rosjanie zatopili chiński frachtowiec - bo ryż był niedobry? niedziela, 22. lutego 2009 , 18:57
Rosjanie zatopili chiński frachtowiec - bo ryż był niedobry?
Rosja o zatopieniu chińskiego statku: To wina kapitana
- Wyrażamy głębokie ubolewanie z powodu tragicznych konsekwencji zdarzenia i składamy kondolencje - głosi komunikat rosyjskiego MSZ na temat zatopienia chińskiego frachtowca "New Star" przez rosyjskie okręty. Zginęło wówczas 8 osób. MSZ podkreśla jednak: - Są poważne dowody na to, że incydent spowodowany został przez działania kapitana "New Star" i to on powinien ponieść całkowitą odpowiedzialność.
Rosyjskie MSZ wyraziło "głębokie ubolewanie" z powodu tragicznych skutków incydentu. Jednak zdaniem ministerstwa, odpowiedzialność za zdarzenie ponosi głównie indonezyjski kapitan statku "New Star". - Kapitan zachował się niezwykle nierozsądnie, naruszył prawo Federacji Rosyjskiej i naraził bezpieczeństwo swojej załogi - głosi stanowisko MSZ. - Sa poważne dowody na to, że incydent spowodowany został właśnie przez działania kapitana "New Star" i to on powinien ponieść pełną odpowiedzialność za to, co się stało - oświadczono. Kapitanowi frachtowca postawiono już zarzut nielegalnego przekroczenia rosyjskiej granicy. Zginęło 8 osób
Gazeta Wyborcza: Rosja o zatopieniu chińskiego statku: To wina kapitana
mm, Reuters, PAP 2009-02-22, ostatnia aktualizacja 2009-02-22 14:17
- Wyrażamy głębokie ubolewanie z powodu tragicznych konsekwencji zdarzenia i składamy kondolencje - głosi komunikat rosyjskiego MSZ na temat zatopienia chińskiego frachtowca "New Star" przez rosyjskie okręty. Zginęło wówczas 8 osób. MSZ podkreśla jednak: - Są poważne dowody na to, że incydent spowodowany został przez działania kapitana "New Star" i to on powinien ponieść całkowitą odpowiedzialność.
Rosja: To wina kapitana
Rosyjskie MSZ wyraziło "głębokie ubolewanie" z powodu tragicznych skutków incydentu. Jednak zdaniem ministerstwa, odpowiedzialność za zdarzenie ponosi głównie indonezyjski kapitan statku "New Star". - Kapitan zachował się niezwykle nierozsądnie, naruszył prawo Federacji Rosyjskiej i naraził bezpieczeństwo swojej załogi - głosi stanowisko MSZ. - Sa poważne dowody na to, że incydent spowodowany został właśnie przez działania kapitana "New Star" i to on powinien ponieść pełną odpowiedzialność za to, co się stało - oświadczono.
Dziennik Bałtycki: Szybko dopadną przemytnika
2009-02-21 10:36:36, aktualizacja: 2009-02-21 10:36:36
Pływają szybko, niemal jak wodoloty, potrafią zabrać na pokład nawet kilkanaście osób - oto najnowsze jednostki Morskiego Oddziału Straży Granicznej. W sam raz nadają się do szybkiego reagowania. Pierwsza taka łódź dotarła do MOSG w piątek. Następne zostaną dostarczone za tydzień. - Umowę na budowę czterech takich jednostek według projektu Parker 900 Baltick K. zawarto 7 kwietnia ubiegłego roku - informuje kmdr por. Grzegorz Goryński, rzecznik prasowy komendanta Morskiego Oddziału Straży Granicznej im. płk. Karola Bacza w Gdańsku. - Podpisali ją kmdr Piotr Stocki, komendant MOSG, i Philip Scott, prezes zarządu Parker Poland. Zamówienie ma zostać zrealizowane do 30 września bieżącego roku. Długość całkowita takiej jednostki wynosi 9,80 m, szerokość - 3,16 m, zanurzenie - 0,60 m. Kadłub i nadbudówkę wykonano z laminatu. Napęd zapewniają dwa silniki Diesla o pojemności 4,2 litra, wspomagane pędnikiem Hamilton Jet. Załoga liczy 4 funkcjonariuszy. Ponadto na jednostce tej może płynąć grupa licząca do 12 osób. Nowe jednostki MOSG mogą osiągać prędkość 35 węzłów (prawie 65 km na godzinę). 1 węzeł oznacza prędkość mili morskiej (1852 m) na godzinę. Cena jednostki wynosi 1 259 101 złotych. Pieniądze na zakup pochodzą z budżetu państwa (na podstawie Ustawy "Programu modernizacji Policji, Straży Granicznej, Państwowej Straży Pożarnej i Biura Ochrony Rządu w latach 2007-2009"). Wykonawca zobowiązał się do szkolenia załóg z zakresu eksploatacji i obsługi mechanizmów, urządzeń i wyposażenia oraz manewrowania. Łodzie tego projektu służyć będą funkcjonariuszom MOSG do działań patrolowo-interwencyjnych, czyli do pogoni za przestępcami, a także podczas akcji poszukiwawczo-ratowniczych oraz transportowych. Ich budowy podjął się zakład w Ostródzie.
Kurier Szczeciński: Samotnie opłynęła świat - teraz w Pałacu Młodzieży 2009-02-22 12:41:18
„Zawsze uwielbiałam żeglugę samotną, i od dawna marzyłam i przygotowywałam się do samotnego rejsu non-stop dookoła świata… Brak było wciąż rzeczy najważniejszej: jachtu…
Teraz, nareszcie, udało się: mam jacht - i płynę! i to jest najważniejsze!... Rejs odbywać się będzie na małym, liczącym 8,5 m długości jachcie „Mantra Asia”, na którym rok temu startowałam w dwu-osobowych, kobiecych regatach dookoła świata. Wart podkreślenia jest też fakt, że jacht na którym płynę, zaprojektowany został w Polsce, przez konstruktora inż. Andrzeja Armińskiego, i wybudowany w jego stoczni w Szczecinie… Rejs rozpoczął się w Panamie, i tam też ma się zakończyć…” - tak rok temu - odważnie i optymistycznie - zapowiadała swój wyczyn żeglarka z Warszawy Asia Pajkowska.
No i udało się! Joanna Pajkowska jest pierwszą Polką, która samotnie?i bez zawijania do portów opłynęła świat. Swój rekordowy rejs rozpoczęła w czerwcu ub. roku w Panamie i tam zakończyła 8 stycznia br., po 198 dniach samotnej, oceanicznej włóczęgi, a raczej walki z żywiołem. Płynęła z Panamy przez Pacyfik na południe, wokół Australii przez Cieśninę Torresa na Ocean Indyjski, i dalej przez Ocean Indyjski, wokół Przylądka Dobrej Nadziei i przez Atlantyk na północ z powrotem do Panamy (trasa na mapce).
Jak tego dokonała, opowie teraz w Szczecinie - w piątek 27 lutego - na spotkaniu ?w Pałacu Młodzieży, przy al. Piastów 7. Początek spotkania o godz. 17.00. Gospodarze zapraszają miłośników żeglarstwa i wszystkich zainteresowanych. Drugim gościem spotkania będzie organizator i sponsor jej rejsu, konstruktor i budowniczy wspomnianego jachtu „Mantra Asia” – kapitan jachtowy Andrzej Armiński, który wcześniej też opłynął świat na innym swoim jachcie - „Mantra 3”.
Warto przypomnieć, że jak dotychczas jedynym polskim żeglarzem, który opłynął glob w rejsie non-stop (w 1980r.), bez zawijania do portów – na dłuższej trasie, z Gdyni do Gdyni – był kapitan Henryk Jaskuła. Płynął jachtem „Dar Przemyśla”, daleko odbiegającym od obecnych konstrukcji, a jego rejs trwał 344 dni.
Asia przed rejsem napisała jeszcze o sobie – „Jestem doświadczoną żeglarką, na koncie mam ponad 120 tysięcy mil morskich, z których wiele to żegluga w rejsach i regatach samotnych lub dwu-osobowych… W 2000 r. na 40-stopowym jachcie „Ntombifuti” zajęłam ?4. miejsce w klasie w najbardziej prestiżowych na świecie samotnych regatach transatlantyckich OSTAR (za rejs ten otrzymałam Honorową Nagrodę PZŻ Rejs Roku 2000)... Potem – 2006/2007 - w dwu-osobowych, kobiecych regatach dookoła świata na jachcie „Mantra Asia” opłynęłam pół świata (z Darwin w Australii przez Ocean Indyjski do Kapsztadu, RPA, i dalej przez Atlantyk do Salvador w Brazylii), wygrywając ten etap regat - … nagroda „Rejs Roku PZŻ 2007”.
Dodam, że Asia jest kapitanem jachtowym i ratownikiem morskim, od 1995 r. prawie stale na morzu, pływała m.in. jako oficer na „Pogorii”, dwukrotnie uczestniczyła w regatach transatlantyckich, trzykrotnie okrążyła Horn, pracowała w brytyjskim ratownictwie morskim… Wystarczy? Raczej nie. „Wiem, że z żeglarstwa chyba się nie wyleczę. Może spróbuje teraz w drugą stronę, pod wiatr…?” – wyznała w jednym ?z wywiadów. Czy potwierdzi to na spotkaniu w Szczecinie? Zapraszamy… Więcej o rejsie i Asi na jej stronie www.asia-pajkowska.yoyo.pl Wiesław Seidler
MW: „Dzień Otwartej Uczelni” Gdynia 2009-02-23 14:31
Chcesz popływać okrętem? przyjdź do Akademii Marynarki Wojennej na „DZIEŃ OTWARTEJ UCZELNI”
Chcesz się przekonać jakie to uczucie stanąć za sterami okrętu? Chcesz spojrzeć daleko w gwiazdy? Chcesz zobaczyć na czym polegają okrętowe strzelania artyleryjskie lub spróbować swoich sił na strzelnicy? – To wszystko i znacznie więcej będzie można przeżyć i zobaczyć w trakcie „Dnia Otwartej Uczelni” w Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni. Uczelnia zaprasza wszystkich chętnych w czwartek, 26 lutego w godzinach 09:00 – 14:00.
Czwartek, 26 lutego, w godzinach 09:00 – 14:00
Akademia Marynarki Wojennej im. Bohaterów Westerplatte ul. Śmidowicza 67 Gdynia 81-103
telefony kontaktowe:
Wydział Wychowawczy
kmdr por. Jarosław Marcinkowski 058 626 2821 lub 604 483 371
Prezydium Samorządu Studentów Ewa Iwanina 058 626 25 23 lub 697 965 573
Rzecznik Prasowy AMW kpt. mar. Wojciech Mundt 503 065 315
Wszystkim, którzy odwiedzą AMW udostępnione zostaną specjalistyczne gabinety dydaktyczne, w tym przede wszystkim nowoczesne symulatory. Będzie okazja popływać okrętem w symulatorze nawigacyjnym. Tam swoją ofertę zaprezentuje Wydział Nawigacji i Uzbrojenia Okrętowego. Każdy będzie mógł również sprawdzić swoje umiejętności strzeleckie na tzw. trenażerze strzeleckim. Na symulatorze artyleryjskim zobaczyć będzie można na czym polegają okrętowe strzelania artyleryjskie. Rozmowy pod gwiazdami przeprowadzane będą w uczelnianym planetarium. Osoby z zainteresowaniami mechanicznymi będą mogły zobaczyć jak funkcjonuje „serce” okrętu w symulatorze siłowni okrętowych. Tam też można sprawdzić swoje umiejętności w przypadku różnych awarii siłowni okrętowych oraz zapoznać się z ofertą Wydziału Mechaniczno-Elektrycznego. Wydział Dowodzenia i Operacji Morskich, ze swoją ofertą, będzie oczekiwał w swojej Sali Rady Wydziału. Natomiast Sala Kolumnowa przywita gości strefą bezprzewodowego internetu i ofertą Wydziału Nauk Humanistycznych i Społecznych.
Kurier Szczeciński: Niemcy: uratowali Polaków na duńskim kutrze 2009-02-23 16:41:18
Zdjęcie wykonane z pokładu niemieckiej jednostki ratunkowej pokazuje kuter na wzburzonym morzu niedaleko wyspy Hiddensee u wybrzeży północnych Niemczech 23 lutego. br. Duński 11-metrowy kuter został wyrzucony na brzeg dzień wcześniej (22 lutego br.) Dwóch Polaków (40- i 27-latek) zostało uratowanych przez załogę jednostki ratunkowej „Theo Fisher” należącej do DGzRS. Kuter płynął do Gdańska. Tego dnia wiatr wiał z siłą 6 stopni w skali Beauforta (ok. 40 milometrów na godzinę). (PAP, kl)
Głos szczeciński / Portal Morski: Będzie wojna o dorsze? Rybacy nie chcą ustąpić Brukseli
Nasi rybacy apelują do Komisji Europejskiej, by ta zrzekła się prawa do podejmowania decyzji w sprawie rybołówstwa. To, zdaniem rybaków, powinny czynić wyłącznie władze państw leżących nad Bałtykiem. Nikt inny. To nie wszystko. Nasi łowcy po raz kolejny zażądali zniesienia dorszowych kwot połowowych, a także powołania komisji śledczej. Jej zadaniem byłoby dogłębne zbadanie procedury ustalania limitów dla poszczególnych państw bałtyckich. Jednak wszystko wskazuje na to, że w tych kwestiach Bruksela nie ustąpi nawet na milimetr. Rybacy chcą też ograniczenia wielkości statków poławiających dorsze na Bałtyku, zniesienia zakazu stosowania sieci, tzw. pławnic oraz prowadzenia systematycznych i rzetelnych badań dotyczących wielkości zasobów ryb w Morzu Bałtyckim. - Dopiero po upublicznieniu wyników badań i dogłębnej ich analizie, powinno się podejmować decyzje kwotowe - uważa Grzegorz Hałubek, szef Związku Rybaków Polskich. - Obecnie takie decyzje są podejmowane na podstawie zafałszowanych danych.Rybacy mają nadzieję, że Bruksela jednak ustąpi. W przeciwnym razie grożą wejściem na drogą sądową. W 2009 roku nasi rybacy mogą złowić 11 tys. ton dorszy. Ich zdaniem, to limity głodowe. włod
2009- 02-24 Wtorek
Nasz dziennik: Bruksela blokuje stocznię
Chociaż plan restrukturyzacji Stoczni Gdańsk został wysłany do Komisji Europejskiej w grudniu ubiegłego roku, to jednak decyzja o przyjęciu programu się opóźnia. Z tego powodu stocznia traci miesięcznie 1,5 mln złotych. Zakład produkuje statki, ale armatorzy zwlekają z zawieraniem nowych umów, ponieważ nikt nie będzie podpisywał kontraktów ze spółką, której przyszłość jest niepewna.
Restrukturyzacja zakłada m.in. udzielenie stoczni pomocy publicznej w wysokości 150 mln zł na pokrycie starych zobowiązań publicznoprawnych (np. ZUS). Na skutek braku zgody na plan stocznia traci miesięcznie ok. 1,5 mln zł z powodu odsetek od niezapłaconych długów. - Z każdym dniem rosną odsetki. Rząd obiecał nam 150 mln zł, ale to jest suma na pokrycie długów według stanu na listopad ubiegłego roku - wyjaśnia Jacek Łęski, rzecznik ISD Polska, właściciela stoczni w Gdańsku. ISD wysłał do Brukseli dodatkowe wyjaśnienia w sprawie programu restrukturyzacji, dotyczyły one m.in. daty zamknięcia poszczególnych pochylni, kwestii płatności zaległego VAT, wykorzystania nowej pomocy publicznej. Związkowcy się obawiają, że restrukturyzacja doprowadzi do zamknięcia pochylni służących do wodowania statków, co doprowadzi do likwidacji produkcji okrętowej w zakładzie. - Nieoficjalnie dochodzą do nas głosy, że UE żąda zamknięcia wszystkich pochylni, na co nie możemy się zgodzić - podkreśla Karol Guzikiewicz, wiceprzewodniczący "Solidarności" Stoczni Gdańsk.
Jacek Łęski uspokaja, twierdząc, że zamknięcie pochylni będzie uzależnione od sytuacji rynkowej i ceny innych środków wodowania. - Pochylnie to przestarzały środek wodowania i znajdują się one na gruntach nienależących do stoczni, dlatego i tak należałoby z nich zrezygnować i zastąpić je nowszym środkiem wodowania, jakim jest np. dok pływający - tłumaczy rzecznik ISD. Problem polega jednak na tym - jak podkreśla Guzikiewicz - że dzierżawa upłynie w 2012 roku. Ciągły brak decyzji KE uniemożliwia zaś podjęcie działań inwestycyjnych. - Dopóki nie mamy decyzji KE, to wszystkie plany pozostają na papierze - przyznaje Łęski.
Kiedy KE ustosunkuje się do przesłanych jej odpowiedzi i podejmie decyzję na temat losów gdańskiej firmy - nie wiadomo, ponieważ nie ma wyznaczonej prawnie daty zobowiązującej ją do takich działań.
Związkowcy obawiają się także mało zdecydowanej postawy rządu Donalda Tuska, którą ten zademonstrował w czasie negocjacji na temat losów stoczni w Szczecinie i Gdyni. - Przecież KE nie wydała rządowi oficjalnie żadnego dokumentu odnośnie do zwrotu pomocy publicznej dla tych stoczni - twierdzi Guzikiewicz. Według niego, decyzje wydane i dotyczące zakwestionowanej przez KE pomocy publicznej można zaskarżyć w odpowiednich sądach, jak "robiono w Hiszpanii i Niemczech i wygrywano".
Tymczasem stocznia, mimo kryzysu, ma perspektywy rozwoju. - Chcemy dywersyfikować produkcję i oprócz urządzeń do elektrowni wiatrowych oraz około 6-7 statków handlowych rocznie, wytwarzać także gazowce. Nawiązano już współpracę z włoskim inwestorem i w tej chwili odbywa się produkcja 2 gazowców - ocenia Karol Guzikiewicz. Dodaje on, że Polska, budując gazoport, też będzie potrzebować takich statków.
Paweł Tunia
Głos Szczeciński: Stocznia: dwa statki czekają na wodowanie
Piotr Jasina 24 lutego 2009, 8:30
Co dalej z dwoma statkami, których budowę rozpoczęto w Stoczni Szczecińskiej Nowa? Nie ma decyzji. Pojawiły się apele o przedłużenie działalności stoczni, ale minister skarbu z Komisją Europejską w sprawie stoczni rozmów nie prowadzi.
Nie ten czas
Wtej chwili apele o przedłużenie działalności Stoczni Szczecińskiej Nowa to jedynie gra polityczna ludzi, którzy próbują jeszcze zbić wyborczy kapitał na jej agonii. Czas forsowania ratunkowych pomysłów minął. Rząd rozmowy w tej sprawie z Komisją Europejską zakończył. Ustawa stoczniowa jest realizowana. Związki przystały na jej zapisy. Ta stocznia kolejnych statków nie wybuduje, bo nikt nie podejmie się ich finansowania w przededniu sprzedaży jej majątku. Wszystko w rękach inwestorów, którzy zechcą ten majątek kupić. Oby tacy się znaleźli. Prace przy jednym ze statków są już zaawansowane w 30 procentach, przy drugim - nieco mniej. Armatorzy, zgodnie z umową, przekazują zaliczki na konto Korporacji Ubezpieczeń Kontraktów Eksportowych. I z pewnością upomną się o odszkodowania w razie zerwania umów. Jeden ze statków mógłby być gotowy pod koniec września, drugi - na przełomie roku. Ale czy statki będą dokończone?
Zgodnie ze specjalną ustawą, majątek stoczni ma być sprzedany do końca maja.
- Decyzje w sprawie kontynuowania budowy tych jednostek to kompetencje zarządcy działającego w porozumieniu z radą wierzycieli i Agencją Rozwoju Przemysłu - odpowiada Andrzej Markowski, prezes Stoczni Szczecińskiej Nowa.
Zaznacza, że spółka utrzymuje na postojowym i przy pracach zastępczych około 1000 osób. W razie zgody na budowę wspomnianych jednostek, ci pracownicy byliby wykorzystani. Taka decyzja musiałaby się jednak łączyć z zapewnieniem finansowania. Jeśli zgody nie będzie, wykonane już sekcje statków pójdą na żyletki.
- Nie ma decyzji w sprawie kontynuowania budowy tych dwóch jednostek - mówi Roma Sarzyńska z Agencji Rozwoju Przemysłu. Dodaje, że specjaliści przygotują do 6 marca wycenę stoczniowego majątku i poszczególnych pakietów. A 9 marca uruchomione zostaną procedury przetargowe.
Czy terminy realizacji ustawy mogą ulec zmianie?
Maciej Wewiór z Ministerstwa Skarbu Państwa stwierdza kategorycznie, że nie. I zaprzecza, by szef resortu w tej sprawie prowadził jakieś rozmowy z Komisją Europejską.
- Plan ratowania Stoczni Szczecińskiej Nowa jest efektem wspólnych wysiłków strony społecznej i rządowej - przypomina. - Obie strony zgodziły się na rozwiązania, które obecnie są wdrażane, i uznały je za najlepsze z możliwych. Specjalna ustawa stoczniowa została uchwalona w uzgodnieniu z Komisją Europejską. Było to konsekwencją decyzji KE co do zwrotu pomocy publicznej. Jest realizowana zgodnie z harmonogramem.Co więcej, na jej podstawie dokonywane są już określone działania prawne. Trudno sobie wyobrazić sytuację, w której komisarz Kroes już po porozumieniu i rozpoczęciu procesu byłaby skłonna podjąć dyskusję i zmienić już raz wydaną decyzję.
Wewiór nie chciał wypowiadać się na temat potencjalnych inwestorów zainteresowanych kupnem majątku stoczni.
- Nic nie powiemy przed rozpoczęciem przetargów - wyjaśnił.
Wiadomosci.Onet.pl: "ND": Stocznia Gdańsk traci miesięcznie 1,5 mln zł PAP, dd/06:11
Stocznia Gdańsk traci miesięcznie 1,5 mln zł z powodu opóźnienia decyzji dotyczącej planu restrukturyzacji firmy, informuje "Nasz Dziennik". Plan został wysłany do Komisji Europejskiej w grudniu ubiegłego roku. Według dziennika, armatorzy zwlekają z podpisywaniem umów, bo nie wiedzą, jaka jest przyszłość stoczni. A stocznia traci w tym czasie pieniądze z tytułu odsetek od niezapłaconych długów. "Z każdym dniem rosną odsetki. Rząd obiecał nam 150 mln zł, ale jest to suma na pokrycie długów według stanu na listopad ubiegłego roku" - wyjaśnia rzecznik ISD Polska, właściciela gdańskiej stoczni Jacek Łęski. Kiedy KE podejmie decyzji w sprawie stoczni nie wiadomo, ponieważ nie ma prawnie wyznaczonej daty zobowiązującej do takich działań.
Polskie Radio Szczecin: 50 milionów złotych na brzegi w Kołobrzegu
Kołobrzeg dostanie prawdopodobnie 50 mln zł z Ministerstwa Środowiska na odbudowę i ochronę brzegów morskich. W magistracie są niemal pewni pozytywnej odpowiedzi ze stolicy ponieważ projekt, który Urząd Miasta opracował wspólnie z Urzędem Morskim w Słupsku, jest bardzo dobrze przygotowany. Taką opinię wyraził między innymi wiceminister środowiska Stanisław Gawłowski. Zastępca prezydenta miasta ds. gospodarczych Tomasz Tamborski poinformował, że pracami hydrotechnicznymi ma zostać objęty 3-kilometrowy odcinek - od molo spacerowego do ośrodka wypoczynkowego "Arka". Tamborski dodał też, że "trwałość inwestycji szacowana będzie na około 40 lat". Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to prace nad odbudową i ochroną brzegów morskich mogą rozpocząć zaraz po sezonie letnim. Pieniądze na wykonanie inwestycji pochodzić będą z programu Unii Europejskiej "Infrastruktura i Środowisko". Grzegorz KAŹMIERCZAK - 2009-02-24 13:40:432009-02-24, 13:40: Mariusz Wolański
Gazeta Wyborcza: Szczecin chce być najważniejszą bałtycką mariną
ma 2009-02-24, ostatnia aktualizacja 2009-02-24 19:09
Szczecin zorganizuje finał regat The Tall Ship's Races w 2013 r. Jego logo jako sponsora będzie na materiałach reklamowych. W każdym porcie imprezy będzie miał stoisko reklamowe.
Nigel Rowe: Impreza w 2007 r. była sukcesem dla Szczecina i dla STI
- Chcemy wypromować się jako najważniejsza bałtycka marina - podkreśla prezydent Szczecina Piotr Krzystek. We wtorek zwołał konferencję prasową, by opowiedzieć, jakie są ustalenia z Sail Training International, organizatorem regat. Miasto negocjuje umowę. Na konferencji byli także przedstawiciele STI Nigel Rowe i Gwyn Brown. Krzystek wyjaśnił, że Szczecin będzie tytularnym sponsorem imprezy. Będzie reklamować się w czasie regat. We wszystkich portach będzie miał 75-metrowe stoisko. Może także ustanowić własną nagrodę. Nigel Rowe zapowiedział, że logo Szczecina będzie widoczne w różnych miejscach: od materiałów reklamowych, po koszulki członków załóg.
- W Szczecinie odbędzie się finał regat - mówił prezydent Krzystek. - Chcemy, by była to impreza wspanialsza, piękniejsza niż ta w 2007 r.
Prezydent tłumaczył, że jednocześnie z przygotowaniami imprezy iść mają inwestycje wpisane na listę projektów kluczowych realizowanych za unijne pieniądze: przebudowa mariny Pałacu Młodzieży i modernizacja bulwarów. Nigel Rowe stwierdził, że dla STI ważne jest, iż partner podziela cele i wartości organizacji, zwłaszcza dotyczące morskiej edukacji. - Port finałowy przyciąga większą uwagę. Jestem pewien, że Szczecin temu sprosta - mówił Rowe. - Impreza w 2007 r. była sukcesem dla miasta i dla nas. W poniedziałek radni miasta zgodzili się, by miasto podpisało umowę z STI na lata 2010-13 i wydało na promocję 7 mln zł.
Gazeta Wyborcza: "Bembridge" cumuje na Gocławiu
Andrzej Kraśnicki jr 2009-02-23, ostatnia aktualizacja 2009-02-23 20:41
Czerwone pufy i "sala tortur" to pamiątka po ostatnim właścicielu. 70-letni statek z Anglii, który ma być wizytówką portowego Szczecina, jest już w naszym mieście . Długi na 46 i szeroki na prawie 9 m "Bembridge" cumuje na razie przy nabrzeżu stoczni Forkor na Gocławiu. Do Szczecina dotarł na holu w piątek wieczorem. Na Zalewie Szczecińskim uszkodził go lód. Za kilka dni statek zostanie wyciągnięty z wody i poddany renowacji. Za kilka miesięcy zacumuje na Łasztowni. Ale latem zobaczymy go także przy Wałach Chrobrego. Statek kupiła szczecińska firma Magemar Polska, która handluje kamieniem. Tak skończyły się poszukiwania siedziby na biuro. - Działka w porcie była do wzięcia za 1,7 mln zł - wylicza Rafał Zahorski, szef Magemar Polska. - Do tego doszłyby jeszcze koszty budowy. Taniej i efektowniej jest umieścić biuro na statku.
Poszukiwania odpowiedniej jednostki o nitowanym kadłubie trwały pół roku. "Bembridge" został przez Zahorskiego odnaleziony w Gillingham niedaleko Londynu. Dogorywał. Właściciel chciał go sprzedać na złom, ale akurat przyszedł kryzys i nawet to było nieopłacalne.
- "Bembridge" zbudowano w 1938 r. w Middlesbrough w Wielkiej Brytanii. Był pierwszym brytyjskim statkiem do dowożenia na redę dużych grup (nawet 24) pilotów wprowadzających statki do portu. Na miejsce pracy dowoził też latarników. W służbie do 1971 r., kiedy to trafił w ręce Klubu Jachtowego w Essex. Żeglarze korzystali z niego jako z bazy do 2004 r. Potem zaczął się najbardziej frywolny okres w dziejach "Bembridge". Na pokładzie organizowano sex party. Aż do czasu, gdy w angielskich pubach zabroniono palić, a właściciele stracili koncesję na sprzedaż alkoholu. W poniedziałek Rafał Zahorski zaprosił dziennikarzy i miłośników Szczecina z portalu Sedina.pl na zwiedzanie statku. Akurat zaczynało się jego wielkie sprzątanie. Jedną z pozostałości po czasach, gdy królowało na nim różowe światło, było pomieszczenie z kajdankami i pejczami. Więcej uwagi Zahorski poświęcił jednak oryginalnym elementom wyposażenia statku, które mimo upływu 70 lat wciąż są w świetnym stanie. Tak jak wykonany z cedru mostek kapitański, mosiężne okucia, meble w mesie.
- Najwięcej czasu zajmie odtworzenie pełnej historii jednostki i odzyskanie oryginalnego wyposażenia - mówi Zahorski. - Niestety, w 2004 r. statek ogołocono z wielu rzeczy. To wbrew brytyjskim obyczajom. Chcemy wywrzeć nacisk przez miłośników statku w Anglii, by je odzyskać. Brytyjczycy bardzo interesują się losami "Bembridge". Już kiedy właścicielem został Magemar Polska, statek chciały kupić dwa tamtejsze muzea. Teraz około stu osób, w tym dawni członkowie załogi, pomagają Zahorskiemu znaleźć dokumentację i zdjęcia statku z czasów jego świetności.
Gazeta Wyborcza: Finał regat 2013 r. odbędzie się w Szczecinie
Jolanta Kowalewska 2009-02-23, ostatnia aktualizacja 2009-02-23 20:48
Szczecin ponownie zostanie organizatorem finału The Tall Ships' Races. Żaglowce przypłyną do nas w 2013 r. W poniedziałek radni zgodzili się na wydanie 7 mln zł na promocję miasta. To wynik poniedziałkowej decyzji radnych oraz negocjacji, jakie w tym dniu z przedstawicielami Sail Training International - organizatora regat - przeprowadził prezydent Szczecina Piotr Krzystek. Prawo do organizacji regat to część umowy promocyjnej, jaką z STI podpisze Szczecin. Radni zgodzili się, by prezydent miasta podpisał umowę na lata 2010 2013 i wydał na ten cel 7 mln zł. W zamian miasto będzie sponsorem regat, logo Szczecina i napis Floating Garden pojawią się wszędzie tam, gdzie będzie znak The Tall Ships Races.
Uzgodniliśmy, że nasze logo będzie mogło zajmować 50 proc. powierzchni - chwalił się "Gazecie" prezydent Piotr Krzystek. Dodatkowo Szczecin we wszystkich portach, do których zawiną żaglowce, będzie uczestniczył w konferencjach prasowych, będzie miał własne stoisko promocyjne, przedstawiciele miasta będą uczestniczyć w ceremoniach wręczania nagród. Dodatkowo miasto będzie mogło organizować VIP-owskie rejsy dla swoich gości.
- Teraz cala Europa będzie musiała się liczyć z tym, że istnieje taki port jak Szczecin - powiedział Gazecie Krzystek.
Z propozycją finansowania zlotu żaglowców wyszedł organizator regat Sail Training International. Przedstawicieli STI zachwyciło jak z tą imprezą Szczecin poradził sobie dwa lata temu. W 2010 r., pierwszym roku sponsoringu Szczecina, regaty odbędą się na Morzu Północnym. Żaglowce zawiną do portów w Belgii, Danii, Norwegii i Wielkiej Brytanii. Rok 2011 to porty w Irlandii, Szkocji i Norwegii. Czy miasto powinno angażować się w taką promocję, radni dyskutowali przez dwie godziny. Dyskusji przyglądali się parlamentarzyści PO Arkadiusz Litwiński i Renata Zaremba.
- Przyszłam zobaczyć, jak w tej sprawie będą głosować radni - powiedziała "Gazecie" Renata Zaremba. - Radny, który będzie przeciwko podpisywaniu umowy promocyjnej, będzie przeciwko miastu, zaszkodzi miastu. Ta umowa daje nam doskonałe możliwości reklamowania miasta na arenie międzynarodowej. Nikt z radnych nie zagłosował przeciw. Od głosu wstrzymali się radni PiS.
Głos Szczeciński: Świnoujście wydzierżawi działki pod budowę gazoportu
asta 23 lutego 2009, 19:45
Dwie działki po ponad 5 tysięcy metrów kwadratowych miasto wydzierżawi spółce Polskie LNG. Tereny położone na Warszowie potrzebne są do realizacji inwestycji budowy Terminalu Paliw Płynnych LNG. Umowy dzierżawy podpisano na trzy lata. Stawka czynszu wynosi 10 groszy za metr kwadratowy.
- Nie są to duże działki - mówi Robert Karelus. - Nie jest to oczywiście teren pod budowę całego gazoportu. To tylko działki potrzebne do rozpoczęcia inwestycji.
Kurier Szczeciński: Tunel chudszy? 2009-02-23 20:35:39
Poslowie Prawa i Sprawiedliwości Joachim Brudziński i Mirosława Masłowska przekonywali niedawno w Sejmie o potrzebie budowy tunelu w Świnoujściu. Okazało się, że Ministerstwo Infrastruktury może starać się poszukać pieniędzy na tę inwestycję u prywatnych inwestorów i że tunel może być… chudszy niż pierwotnie zakładano.
- Szacunkowa wartość tej inwestycji według studium techniczno-ekonomiczno-środowiskowego to 1,3 miliarda złotych, trzy razy więcej niż to, co zapisano na liście indykatywnej Programu Operacyjnego „Infrastruktura i środowisko”. Studium można jeszcze poprawić. Można zweryfikować plan i zakres rzeczowy tej inwestycji. Można go, mówiąc bardzo prostym językiem i obrazowo, odchudzić - stwierdziła Patrycja Wolińska-Bartkiewicz, podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury. O co chodzi? O to, że zamiast zakładanych pierwotnie dwóch rur z dwoma pasami ruchu i poboczem awaryjnym - miałaby powstać jedna rura z dwoma pasami ruchu i poboczem awaryjnym albo dwie rury z jednym pasem ruchu każda i z poboczem awaryjnym.
W Warszawie głowią się, skąd wziąć pieniądze na realizację tej drogiej inwestycji. Niewykluczone, że miałaby ona zostać zrealizowana nie tylko z pieniędzy publicznych i unijnych, ale także prywatnych. Oznaczałoby to, że przejazd tunelem byłby płatny. Prezydent Janusz Żmurkiewicz już podczas ostatniej nadzwyczajnej sesji Rady Miasta stwierdził, że pod takim pomysłem się nie podpisze.
- Śmiemy wątpić, że w ogóle udałoby się znaleźć inwestora, który sfinansowałby budowę tunelu. Nawet jednak, gdyby się taka osoba pojawiła, to ani mieszkańcy, ani przyjezdni nie byliby zadowoleni z faktu, że trzeba płacić za przejazd tunelem - stwierdza Robert Karelus, rzecznik prezydenta Świnoujścia. - Doceniamy też fakt, że posłowie różnych opcji zabiegają o tunel. Decyzje w kwestii finansowania tej inwestycji rząd musi podjąć jednak jak najszybciej, bo środki unijne przepadną, jeżeli nie uda się tej inwestycji zrealizować do 2013 roku.
- To, że rząd zdaje sobie sprawę z wagi problemu w Świnoujściu, podkreśla fakt, że ta inwestycja nie została wykreślona z listy indykatywnej, mimo że trzykrotnie wzrósł koszt budowy tunelu. Dajmy sobie natomiast jeszcze czas na przeanalizowanie wszystkich wariantów realizacyjnych i finansowych. Ta kwestia jest bardzo ważna, bo to budżet państwa musi być w stanie pokryć koszty realizacji tej inwestycji - stwierdziła P. Wolińska-Bartkiewicz.. Bartosz TURLEJSKI
Głos Szczeciński: Nie chcą płacić za tunel
Anna Starosta 24 lutego 2009, 10:15
- Płatny tunel to katastrofa - mówią jednym głosem prezydent Świnoujścia Janusz Żmurkiewicz, radni i mieszkańcy miasta. Na branżę turystyczną padł strach. Kierowcy, z którymi wczoraj rozmawialiśmy przy przeprawie promowej są oburzeni. - Tyle lat stoimy w kolejkach! - mówi pan Marian.- Gdy wreszcie pojawiło się małe zielone światełko w sprawie tunelu, to politycy zaraz straszą nas płatnym tunelem.
Wszyscy nasi rozmówcy są oburzeni nowymi pomysłami rządu, który szukając oszczędności rozważa dwa nowe warianty przeprawy między wyspami Wolin i Uznam. Według rządu, tunel musi być albo węższy, albo płatny.
- Przecież ten tunel to będzie nasza droga do pracy, jak dziś promy - mówi zdumiony Adam Sławecki. - To nie jednorazowa wycieczka.
Pierwotnie mówiło się o tunelu, który miałby dwie nitki po dwa pasy ruchu każda.
Niestety, okazało się, że taki tunel może kosztować 1,3 mld zł, gdy wcześniej na
tunel, wpisany już na tzw. listę indykatywną, przeznaczono ledwie 415 mln zł. Dlatego - jak się wyraziła Patrycja Wolińska-Bartkiewicz, podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury, teraz rząd chce tunel "odchudzić".
Jeden z nowych, tańszych wariantów przewiduje budowę dwóch nitek z jednym pasem, albo jednej nitki z dwoma pasami ruchu z poboczem awaryjnym. Drugi wariant to realizacja projektu poprzez partnerstwo publiczno-prywatne. Tutaj musiałby znaleźć się prywatny inwestor, który współfinansowałby budowę tunelu. Musiałby oczywiście na niej zarobić, a to oznacza opłaty. O tym nie chcą słyszeć ani kierowcy ze Świnoujścia, ani władze.
- Jesteśmy miastem otwartym, turystycznym, nie wyobrażam sobie, że przyjazd na wyspy mógłby być płatny! - mówi prezydent Świnoujścia Janusz Żmurkiewicz.
- Świnoujście żyje z turystyki - wtóruje mu Alicja Marchlewska, która wynajmuje pokoje. - Jeśli powiemy naszym gościom, że mają zapłacić za wjazd do miasta, to wybiorą inny kurort. To pewna śmierć dla Świnoujścia.
Prezydent Żmurkiewicz pociesza się tylko tym, że inwestycja nadal znajduje się na wspomnianej liście indykatywnej, więc są szanse na kolejne, korzystniejsze, zmiany. Jednak jeden z zachodniopomorskich polityków, który prosił o anonimowość podkreśla, że coraz częściej mówi się o cięciach w budżecie spowodowanych kryzysem.
- Wszędzie każą szukać oszczędności, więc obawiam się, że sprawa tunelu może zostać nie tyle odrzucona, co przełożona na później. Władze Świnoujścia nie chcą o tym nawet myśleć, bo to oznaczałoby, że stracimy unijne dofinansowanie, a w efekcie - tunel. Pieniądze trzeba wykorzystać do 2013 roku.
Gazeta Wyborcza: Żmurkiewicz: tunel będzie na pewno!
Rozmawiał Maciej Napiórkowski 2009-02-24, ostatnia aktualizacja 2009-02-24 19:11
Ważą się losy podziemnej przeprawy pod Świną. Rząd przestraszył się szacunkowych kosztów inwestycji (1,3 mld zł), prezydent Świnoujścia Janusz Żmurkiewicz proponuje odchudzenie tunelu o 300 mln zł. Autorzy studium wykonalności tunelu oszacowali koszt przedsięwzięcia na 1,3 mld zł. Za te pieniądze miałaby powstać dwururowa konstrukcja z osobnymi pasami jezdni w obu kierunkach. Wartość inwestycji wprawiła w zakłopotanie Ministerstwo Infrastruktury, współodpowiedzialne za realizację inwestycji. Według umowy, którą podpisały władze Świnoujścia, rząd i Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, tunel ma zostać sfinansowany z dwóch źródeł: Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko UE (415 mln zł) i budżetu państwa. Pieniądze unijne są już zagwarantowane, ale trzeba je wydać do roku 2013. Czy rząd stać będzie na resztę?
Niedawno w tej sprawie interpelował w Sejmie poseł PiS Joachim Brudziński. Odpowiadała Patrycja Wolińska-Bartkiewicz, podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury. Przede wszystkim zapewniła, że budowa tunelu pozostaje na liście zadań kluczowych, które mają być realizowane w obecnej edycji środków unijnych. Ministerstwo przyznaje jednak, że jest problem z finansowaniem projektu. Znalezienie prawie miliarda złotych w budżecie państwa jest w obecnej kryzysowej sytuacji niemożliwe. Wolińska - Bartkiewicz zasugerowała, że rozwiązaniem byłoby znalezienie inwestora prywatnego. Ten pomysł kategorycznie odrzuca prezydent Świnoujścia Janusz Żmurkiewicz.
Rozmowa z Januszem Żmurkiewiczem, prezydentem Świnoujścia
Maciej Napiórkowski: Wypowiedzi polityków, artykuły prasowe, wreszcie ostatnia dyskusja w Sejmie - wszystko to skłania do wniosku, że nad budową tunelu pod Świną zebrały się ciemne chmury. Czy ta właśnie sprawa skłoniła pana do krótkiego wyjazdu do stolicy?
Janusz Żmurkiewicz, prezydent Świnoujścia: Nie. W Warszawie omawiałem zupełnie inny temat - sprawę budowy dróg dojazdowych do portu. Nie zaniepokoiła pana dyskusja na forum parlamentu, stanowisko Ministerstwa Infrastruktury? Tunel nie jest ważniejszy?
- Oczywiście, jest ważniejszy. Ale to nie są nowe dylematy. Spodziewałem się, że tak znaczny koszt budowy tunelu może wywołać zamieszanie. Zwłaszcza teraz, gdy cały kraj odczuwa skutki kryzysu.
Portal Morski: Łotwa i Białoruś wybudują wspólne terminale? Opublikowano: 24 lutego, 2009
Łotewski Minister Komunikacji Ainars Slesers zaprosił rząd Białorusi to budowy wspólnych terminali przeładunkowych w portach łotewskich. Miałby on obsługiwać głównie tranzyt białoruski, jest to także element poszukiwania nowych ładunków przez porty łotewskie które utraciły sporą cześć tranzytu rosyjskiego.
Portal Morski: Hamburg rozbudowuje terminale kontenerowe Opublikowano: 24 lutego, 2009
Hamburg Port Authority przeznaczy znaczne środki na modernizację i rozbudowę dwóch terminali kontenerowych w Hamburgu. Inwestycje w terminal Burchardkai Container Terminal wyniosą 41,5 mln €; w ich ramach rozbudowane i przystosowane do obsługi „nowych panamaxów” zostaną dwa nabrzeża.Natomiast inwestycja w terminal Eurogate Container Terminal będzie miała wartość 16 mln € i obejmie budowę trzeciego, ponad 200metrowego nabrzeża.
Portal Morski: Fast-Multicat – nowoczesny workboat z Holandii Opublikowano: 24 lutego, 2009
Holenderski konstruktor Jacco Walker przedstawiło nowatorski projekt jednostki roboczej. Workboat o roboczej nazwie Fast-Multicat zaprojektowano w układzie katamaranu, z podnoszoną częścią centralną. W czasie pracy pozostaje ona opuszczona, tworząc duży pokład roboczy, na czas przemieszczania się jest natomiast podnoszono i wówczas jednostka porusza się jak typowy katamaran. Projektowany statek będzie miał 43 metry długości, 13 szerokości, zanurzenie, w zależności od położenia części ponoszone będzie wynosiło od 1 do 1,6 metra. Napęd zapewnią cztery silniki o mocy 900 kW.
Onet.pl Wiadomości: Młody morświn zginął w sieciach rybackich PAP, JG/00:39
Młody 30-kilogramowy morświn zaplątał się w sieć rybacką w Zatoce Gdańskiej i udusił z braku powietrza - poinformował Kierownik Stacji Morskiej w Heluádr hab. Krzysztof Edward Skóra. Według niego, "bałtycki delfin" wpadł w sieć między 17 a 20 lutego. "Morświn w czasie polowania na śledzie wpadł w stawne sieci skrzelowe rybaków łowiących na Zatoce Gdańskiej u brzegów Mierzei Wiślanej. Silnie zaczepiony o dolną jej linkę nie mógł wydostać się na powierzchnię. Utonął. Stało się to bardzo blisko brzegu, bo zaledwie 300 metrów od przystani w Jantarze" - podaje strona internetowa Stacji Morskiej Instytutu Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego w Helu.
Morświn to gatunek waleni, występuje w płytkich wodach przybrzeżnych, chłodnych, umiarkowanych do subarktycznych na półkuli północnej (m.in. wody Bałtyku). Kiedy w połowie lat 90. szacowano polskie zasoby morświnów w części polskiej Bałtyku pływało jeszcze około 600 osobników. "Teraz jest ich z pewnością mniej, ale nie wiadomo ile, bo jest ich tak mało, że trudno je policzyć" - stwierdza dr Skóra. Jest to tym bardziej trudne, że morświny w przeciwieństwie do spokrewnionych delfinów, unikają kontaktu z ludźmi i stosunkowo trudno je zauważyć. Do monitoringu morświnów Instytut używa 48 detektorów akustycznych, na które nagrywane są dźwięki, jakie wysyłają te zwierzęta. Wszystkie detektory są umiejscowione w Zatoce Puckiej i - po odsłuchaniu nagrań - pozwalają ocenić, jak często pojawiają się w tym miejscu. Od lat obserwuje się spadek liczebności morświnów we wszystkich miejscach ich występowania, włączając w to Morze Bałtyckie, gdzie tendencja ta jest najbardziej wyraźna. Drastyczne zmniejszenie liczby morświnów w Bałtyku spowodowały przeprowadzane tu jeszcze przed wojną ich komercyjne połowy, a także zamarzanie dużych obszarów morza podczas ciężkich zim, powodujące okresową katastrofalną śmiertelność zwierząt oraz degradacja ich siedlisk. Niezależnie od tych czynników jest bardzo prawdopodobne, że dużą rolę w zmniejszeniu populacji morświnów odegrał tzw. przyłów, czyli przypadkowa śmierć po zetknięciu ze sprzętem rybackim używanym do połowów. To te okazy, które udusiły się w sieciach stosowanych do połowu łososi i dorszy. "Rocznie w Polsce odnotowuje się 7-8 przypadków wplątania się morświna w sieci, ale nie wszystkie informacje o takim fakcie zostają nam przekazane przez rybaków" - mówi Skóra.
We wrześniu zeszłego roku Międzynarodowa Unia Przyrody uznała morświna za gatunek zagrożony, wpisując go na Czerwoną Listę Gatunków Zagrożonych. Międzynarodowa Unia Ochrony Przyrody to największa na świecie organizacja oceniająca stan fauny i flory. Na publikowaną przez nią listę trafiają zwierzęta i rośliny, którym grozi wyginięcie. W zeszłorocznym dokumencie bałtyckie morświny uznane zostały za gatunek skrajnie zagrożony, czyli bliski wyginięcia. "Podstawową formą ochrony przyrody jest przyjęcie przez państwa nadbałtyckie "Planu odtworzenia bałtyckiej populacji morświnów - ASCOBANS", który ma zostać przygotowany podczas spotkania specjalistów w Turku, w Finlandii, na którą właśnie się udaję" - powiedział Skóra.
Prof. Skóra wiąże nadzieje ze spotkaniem w Turku, pod warunkiem, że obok działań o charakterze prawno-organizycyjnym zostaną podjęte skuteczne działania o charakterze technicznym. Chodzi o tzw. pingery, które mają za zadanie odstraszać morświny od sieci. Urządzenia te mogą jednak być używane wyłącznie w Zatoce Pomorskiej - i tylko na łodziach do 12 m. Oznacza to, że większość łodzi łowiących z niebezpiecznymi dla morświnów sieciami, a więc poniżej 12 m, nie używa urządzeń odstraszających.
2009- 02-25 Środa
Gazeta Wyborcza: Orlen wybudował terminal gazowy na Międzyodrzu
Anna Łukaszuk 2009-02-24, ostatnia aktualizacja 2009-02-25 10:03
Najbardziej zaawansowany technologicznie, drugi pod względem wielkości, trzeci w Polsce. Tak Orlen Gaz reklamuje swój nowy morski terminal gazowy w Szczecinie
- Wybraliśmy dla tej inwestycji Szczecin, bo to dla nas strategiczne miejsce - mówi Bernard Cichocki, prezes zarządu Orlen Gaz, spółki zależnej płockiego Orlenu. - Stąd chcemy transportować LPG [wspólna nazwa mieszanin propanu i butanu - przyp. red.] nie tylko na teren zachodniej Polski, ale też za granicę. Ważne jest, że miasto leży w głębi lądu, a jednak jest przygotowane, by przyjmować duże gabarytowo statki.
Terminal morski LPG będzie przyjmował i rozładowywał gazowce o wyporności do 6 tys. DWT. Płynny gaz będzie magazynowany w trzech zbiornikach o łącznej pojemności 4500 m sześc., a stamtąd ładowany do cystern kolejowych i samochodowych. Cała instalacja zajmuje 5 ha. Nabrzeże terminalu ma długość 274 m, a kanały przy nich pogłębiono do 8 m. Inwestycja kosztowała ponad 50 mln zł. Terminal wybudowano na terenie byłej bazy magazynowej PKN Orlen przy ul. Gdańskiej. Inwestycja jest już ukończona, jednak zanim terminal zacznie działać, może upłynąć jeszcze trochę czasu.
- Czekamy na pozwolenie na użytkowanie - mówi Cichocki. - To tylko formalność, ale to może się przeciągnąć. Mamy jednak nadzieję, że wszystko pójdzie sprawnie.
Terminal ma trzy zautomatyzowane stanowiska do przeładunku cystern samochodowych i dwa do kolejowych. Jest też dziesięć miejsc parkingowych dla obsłużonych już samochodów oraz tory, na które można odstawić trzydzieści wagonów. Obiekt jest monitorowany i bezpieczny. Samoczynnie chroni się przed pożarem i eliminuje ewentualne błędy w obsłudze. Jest wyposażony w hydromonitory przeciwpożarowe, środek pianotwórczy i wodną kurtynę.
Kurier Szczeciński: Przypłyną tankowce 2009-02-24 21:09:18
Orlen Gaz zbudował w Szczecinie Terminal Morski LPG. Dzięki nowoczesnej infrastrukturze i bazie magazynowej znacznie zwiększy on potencjał przeładunkowy firmy. Umożliwi też dywersyfikację dostaw gazu płynnego. Wczoraj władze spółki zaprezentowały inwestycję dziennikarzom. Terminal jest trzecim tego rodzaju obiektem w Polsce, drugim pod względem wielkości. Powstał na terenie dawnej bazy magazynowej należącej do PKN Orlen SA – na nabrzeżu przy Parnicy, płynącej przez centralną część szczecińskiego portu. Przystosowany jest do rozładunku tankowców o wyporności ok. 6 tys. DWT. Infrastruktura umożliwia magazynowanie i mieszanie trzech rodzajów gazu płynnego. Inwestycja zajmuje pięć hektarów. Drugie tyle pozostaje do zagospodarowania w przyszłości. Są tu m.in. trzy zbiorniki magazynowe (każdy o pojemności 1500 m sześc.), zautomatyzowane stanowiska przeładunku autocystern (trzy) i cystern kolejowych (dwa) – wszystkie z wagami, miejsca postojowe i tory odstawcze. Na nabrzeżu, którego całkowita długość wynosi 274 m, czeka na tankowce 11-metrowe ramię przeładunkowe oraz elastyczne węże. Są sprężarki i pompy oraz 1,6 km rurociągów. Zastosowane rozwiązania technologiczne gwarantują pełne bezpieczeństwo. Obiekt wyposażony jest m.in. w hydromonitory przeciwpożarowe na wodę i środek pianotwórczy oraz kurtynę wodną. Przez cały czas monitoruje go telewizja przemysłowa. – Bez względu na koniunkturę terminal będzie zapewniał dostawy gazu do stacji paliw, obsługiwał instalacje przemysłowe i magazynował gaz dla rozlewni – mówił Bernard Cichocki, prezes Orlen Gazu. – W miesiącu przypłyną tu trzy-cztery tankowce. W zależności od sytuacji rynkowej możliwy będzie import lub eksport LPG, czy też usługi przeładunkowe dla innych operatorów. Terminal zmniejszy podatność rynku na sezonowe wahania cen oraz w dużej mierze pozwoli na zróżnicowanie źródeł zaopatrzenia w gaz płynny. Budowa trwała 16 miesięcy, a koszt inwestycji to ponad 50 mln zł. – Obecnie jesteśmy na etapie dopuszczenia obiektu do eksploatacji. Szacujemy, że pozwolenie na użytkowanie otrzymamy za kilka tygodni – dodał prezes Cichocki. Istniejący od 1995 r. Orlen Gaz jest największym podmiotem na krajowym rynku gazu płynnego. Należy do Grupy Kapitałowej Orlen. (ek)
Głos Szczeciński: Szczecin ma najnowocześniejszy terminal gazowy
Piotr Jasina 25 lutego 2009, 6:00
W ciągu półtora roku Orlen Gaz wybudował w Szczecinie najnowocześniejszy terminal gazu LPG w Polsce inwestując ponad 50 mln zl. W ciągu doby na terminalu można będzie załadować na cysterny kolejowe i autocysterny do 2 tys. ton gazu. Terminal Morski LPG Orlen Gaz powstał w portowo-przemysłowej, prawobrzeżnej części Szczecina, przy rzece Parnica oddzielającej Łasztownię i Ostrów Grabowski. - To miejsce ma swoją historię, zawsze jednak wiązało się z paliwami - powiedział podczas prezentacji terminalu Bernard Cichocki, prezes Orlen Gaz, inwestor i właściciel terminalu.
Powstały tu terminal jest dostosowany zarówno do jednoczesnego rozładowywania tankowców i załadowywania cystern kolejowych i samochodowych. Co więcej, pozwala na import i eksport gazu, w zależności od potrzeb rynku. - Jest drugim co do wielkości ale najnowocześniejszym terminalem gazu LPG w Polsce - podkreśla prezes. - Będzie obsługiwał gazowce o pojemności 6 tys. ton. W ciągu 45 minut można zatankować 40-tonową autocysternę (3 stanowiska). Półtora godziny wystarczy na załadowanie cysterny kolejowej (2 stanowiska). W sumie w ciągu doby można rozładować gazowca 6-tysięcznika i załadować w sumie 2 tys. ton LPG na cysterny.
Terminal pozwala też magazynować gaz w trzech zbiornikach o łącznej pojemności 4500 m sześc. oraz załadunek na lądowe środki transportu. Prezes zakłada, że w ciągu najbliższych tygodni terminal ruszy. Spółka finalizuje już bowiem formalności związane z pozwoleniami użytkowanie. Inwestycja dla spółki ma strategiczne znaczenie. Pozwoli na dywersyfikację dostaw gazu płynnego do Polski. W razie potrzeby Orlen Gaz będzie mógł rozbudowywać obiekt. Ponieważ z 10-hektarowej działki na inwestycję wykorzystał tylko połowę terenu.
Głos Pomorza: Czy Ustka przejmie nabrzeża portowe? O skomunalizowaniu portu zadecydują jutro radni
Marcin Barnowski 25 lutego 2009, 7:15
Liczne kafejki, flotylle jachtów i małe tankowce wywożące z Ustki biopaliwa produkowane w Słupskiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej. Taka wizja przyszłości usteckiego portu kusi wielu usteckich samorządowców. Przejąć ten port, czy nie - przed takim wyborem staną we czwartek usteccy radni. Jutro usteccy radni będą głosować nad projektem uchwały intencyjnej w sprawie skomunalizowania portu. Jeśli projekt przejdzie, burmistrz wystąpi do wojewody pomorskiego z wnioskiem o wygaszenie zarządu nad portem Urzędowi Morskiemu w Słupsku i o przekazanie tego zarządu miastu. Jest prawie pewne, że wojewoda się zgodzi. W taki sam sposób już wcześniej samorządy skomunalizowały porty w Mrzeżynie, Kołobrzegu i w Darłowie.
Procedura jest nieodpłatna, to znaczy, że samorząd nic nie płaci za przekazany majątek.
- Nie oznacza to jednak, że przejmiemy wszystko. Państwowa pozostanie nadal latarnia morska, oba mola, budynki kapitanatu i Straży Granicznej oraz obiekty wojskowe przy zachodnim nabrzeżu - wyjaśnia Marek Kurowski, zastępca burmistrza Ustki. - No i oczywiście tor wodny. Wód nie przejmujemy, a więc to nie my, tylko Urząd Morski nadal będzie odpowiedzialny za prace pogłębiarskie. Komunalizacja ma więc dotyczyć tylko nabrzeży i pozostałych obiektów, które się na nich znajdują. Same wpływy z dzierżaw dadzą miastu, według Kurowskiego, około miliona złotych rocznie. Najważniejsze będzie jednak otwarcie możliwości pozyskiwania funduszy unijnych. Miasto liczy zwłaszcza na europejski program rybacki. Zgodnie z przyjętą już wcześniej "Strategią rozwoju portu morskiego w Ustce do roku 2021” będzie także chciało rozwijać funkcję żeglarsko turystyczną i reaktywować funkcję transportową.
- Można by przecież eksportować drogą morską ekologiczne paliwo, które ma być produkowane w Słupskiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej. To spirytus. Mogłyby go wywozić do Skandynawii i Niemiec małe tankowce - rozmarza się wiceburmistrz.
Dodał, że podczas obrad komisji większość usteckich radnych opowiedziała się za przejęciem portu przez miasto. Spośród 12 członków Komisji Gospodarki Przestrzennej, Komunalnej, Finansów i Rozwoju Gospodarczego tylko jedna osoba była przeciw komunalizacji.
- Dobrze tę osobę rozumiem, bo czeka nas trudna decyzja, obarczona ryzykiem. Urząd Morski w Słupsku nie pozyskał dla Ustki żadnych funduszy unijnych,
rozdział niektórych został już zakończony i część pieniędzy już przeszła nam koło nosa. A doprowadzenie nabrzeży do porządku będzie nas kosztować co najmniej kilkanaście milionów złotych - komentuje Adam Brzóska, przewodniczący Rady Miejskiej w Ustce. Dodaje jednak, że sam zagłosuje na "tak”.
PRS: Sympozjum "Bezpieczeństwo żeglugi w rejonie Bałtyku"
Żegluga na Morzu Bałtyckim ma swoją specyfikę. Bałtyk jest morzem małym i zamkniętym, na którym występują specyficzne, niebezpieczne szczególnie dla niektórych typów statków, warunki pogodowe. Wpływ na tę specyfikę ma również fakt, że nad Bałtykiem leżą kraje rozwinięte, między którymi występuje duże przemieszczanie się ludzi oraz intensywny transport ładunków drogą morską.
Duże katastrofy na Morzu Bałtyckim potwierdzają tę tezę. Z katastrofami związana jest konieczność ochrony przed rozlewami ropy naftowej, które mogłyby spowodować ogromne szkody w środowisku morskim i terenach nadmorskich. Konwencje IMO nie mogą uwzględniać specyfiki Morza Bałtyckiego. Stwarza to konieczność wypracowywania dokumentów dodatkowych. Dobrym przykładem jest Konferencja Sztokholmska, na której opracowano bardziej rygorystyczne, niż w konwencjach międzynarodowych, wymagania dla promów pływających na Bałtyku. Sympozjum będzie forum dyskusyjnym dla administracji morskich i armatorów, na którym będą identyfikowane i akcentowane problemy występujące w żegludze bałtyckiej. Dyskusja odbędzie się po prezentacji ok. ośmiu referatów wprowadzających, pokrywających następujące dziedziny:
• specyfika warunków pogodowych na Bałtyku;
• bezpieczny technicznie statek;
• bezpieczne operowanie statkiem;
• koordynacja żeglugi na Bałtyku;
• ochrona przed rozlewami.
Sympozjum Bezpieczna Żegluga na Bałtyku 24-25 kwietnia 2009 w Gdańsku. Udział w Sympozjum jest bezpłatny. Szczegółowe informacje www.prs.pl/dir109.html
Portal Morski: Pomoc dla Wadan Yards Opublikowano: 25 lutego, 2009
Stocznie Wadan Yards w Wismarze i Warnemunde otrzymają od rządu niemieckiego 180 mln € wsparcia, w ramach programu „Parasol” mającego wspierać niemieckie firmy w czasach kryzysu. Wcześniej sumę 60 mln € wsparcia dla tych stoczni przeznaczył land Meklemburgii – Pomorza Przedniego. Działające w Meklemburgii stocznie Wadan należą w 70% do rosyjskiego funduszu FLC West, a oprócz stoczni niemieckich, w skład grupy wchodzi także ukraińska stocznia w Mikołajewie. Stocznie Wadan są obecnie jedynymi niemieckimi stoczniami otrzymującymi bezpośrednie wsparcie rządowe. (Brukselo : pomagamy nie wszystkim ? kom LS)
Portal Morski: BDI w dół Opublikowano: 25 lutego, 2009
Stale rosnący w tym roku główny indeks przewozów masowych – BDI zanotował największy spadek w tym roku. Przyczyną jest ogłoszenie przez grupę Rio Tinto dostaw z Australii Zachodniej, na skutek powodzi i zalania linii kolejowych łączących kopalnie z portami. Największy spadek odnotował indeks capesize – o 9,8%, co pociągnęło za sobą spadek głównego indeksu, BDI o 3,6%, do poziomu 2010 punktów.
Portal Morski: Shipping Corp of India tnie plany rozwoju Opublikowano: 25 lutego, 2009
Shipping Corp of India – narodowych, indyjski przewoźnik redukuje plany rozwoju floty. W ostatnich dniach armator ogłosił rezygnację z budowy czterech masowców. Obecnie indyjski armator realizuje plan modernizacji floty zakładający budowę 72 nowych statków, z których jak dotychczas zakontraktowano budowę 32 jednostek.
NaszeMiasto.pl>Gdańsk: Żaglowiec "Generał Zaruski" zostanie wyremontowany w Gdańskiej Stoczni
Gdańska Stocznia „Remontowa” S.A. zadeklarowała pomoc przy ratowaniu żaglowca „Generał Zaruski”. Jedna z form tej pomocy to udzielenie jednostce bezpłatnej gościny na terenie stoczni. Jacht musi zostać przeniesiony z Władysławowa do Gdańska. Jacht od paru lat stał na nabrzeżu. Między plankami poszycia powstały szczeliny. Dlatego nie można go zwodować. Zdecydowano, że najlepszym sposobem przemieszczenia "Generała" będzie użycie dźwigu pływającego „Maja”. Dźwig ten jest w stanie podnieść 100 tonowy kadłub, postawić na swoim pokładzie i popłynąć z nim do Gdańska. W Gdańskiej Stoczni „Remontowej” wykonano już podbudowę pod kadłub. Na niej miał stać jacht podczas transportu i potem już w stoczni. Mimo niezbędnych przygotowań już czterokrotnie odwoływano termin transportu jachtu. Powodem była zła pogoda oraz brak wolnych terminów dźwigu "Maja". Przyczyną były również techniczne problemy dźwigu. Została więc podjęta decyzja o holowaniu jachtu. W stoczni „Szkuner” trwają prace przygotowujące kadłub do holowania. Potrwają one 3-5 tygodni. Kadłub ma zostać doszczelniony. We Władysławowie kadłub zostanie zwodowany rutynowo przy pomocy slipu stoczniowego. W Gdańsku będzie ustawiony na nabrzeżu „Remontowej” przy pomocy dźwigu pływającego REM. Do podnoszenia będzie natomiast użyta wykonana przez fachowców z „Remontowej” specjalna kołyska. Kiedy jacht będzie gotowy do podróży i uzyska odpowiednie dokumenty z Urzędu Morskiego, zostanie odholowany z Władysławowa do Gdańska. Jednym z mecenasów ratowania "Generała" jest Polski Rejestr Statków. Wszystkie usługi związane z nadzorem nad odbudową i ponownym nadaniem klasy zostaną są bezpłatnie. Mimo opóźnień, termin ponownego wejścia jachtu do eksploatacji w sezonie 2010 nadal jest
w możliwy. kg - NaszeMiasto.pl
Puls Biznesu: Na polskie drogi trafi 50 mld zł
Katarzyna Kapczyńska 25.02.2009 06:55
To będzie prawdziwa kumulacja. Drogowa dyrekcja rozpisze w tym roku 62 przetargi warte 29 mld zł. Ruszy też z wartymi 20 mld zł ubiegłorocznymi zadaniami. Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) zalewają oferty drogowych firm gotowych walczyć o budowlane kontrakty. Nic dziwnego, dyrekcja sypnie groszem.
- W tym roku rozpiszemy 62 przetargi wartości prawie 29 mld zł. W ubiegłym roku ogłosiliśmy zamówienia za niemal 20 mld zł – szacuje Lech Witecki, p.o. generalnego dyrektora.
W sumie więc w tym i przyszłym roku GDDKiA będzie realizować kontrakty warte prawie 50 mld zł.Tylko w I półroczu ogłosi ponad 30 przetargów dotyczących budowy 640 km dróg. Szykuje się ostra walka o zamówienia, której niewątpliwie sprzyja ogólnoświatowy kryzys.
- Zmieniliśmy specyfikacje istotnych warunków zamówienia, aby w przetargach mogło startować więcej – także mniejszych – firm. Zmiana wynikała z przeprowadzonej analizy. Okazało się, że w przetargach startuje wciąż ta sama, niewielka grupa przedsiębiorstw. Uelastyczniliśmy więc wymagania, co pozwoliło na zwiększenie potencjału wykonawczego firm. Jest w czym wybierać – mówi Lech Witecki.
Ostatnio GDDKiA otrzymała wnioski od firm zainteresowanych kontraktem na zaprojektowanie i budowę autostrady A4 Szarów — Tarnów. Chętnych jest aż 17 konsorcjów, a wśród nich firmy dotychczas niemal niewidoczne w przetargach – np. czeskie Bogl a Krysl, Vahostav czy Metrostav, austriacka Alpinie Bau, włoska Astaldi, hiszpańska Sando czy irlandzka SRB Civil Engeneering.
- Coraz większa konkurencja wśród firm starających się o kontrakty powoduje, że spadają ceny proponowane przez wykonawców. Zdarza się, że są o 30 proc. niższe niż kosztorysy albo są na poziomie do nich zbliżonym – mówi Lech Witecki.
2009- 02-26 Czwartek
Gazeta Wyborcza: S '80: Właściciel nie panuje nad stocznią
Rozmawiał Andrzej Kraśnicki jr 2009-02-25, ostatnia aktualizacja 2009-02-25 19:19
- Agencja Rozwoju Przemysłu wyliczyła, że Stoczni Szczecińskiej Nowa opłaci się wybudować dodatkowe dwa statki. Ale na decyzję musimy poczekać do piątku - mówi Jacek Kantor, szef Solidarności '80 w stoczni.
Rozmowa z Jackiem Kantorem
Andrzej Kraśnicki jr: Czy dostaliście już odpowiedź na wasz list sprzed dwóch tygodni do premiera z apelem o przedłużenie do końca roku istnienia Stoczni Szczecińskiej Nowa?
Jacek Kantor: Nie mamy żadnej wiążącej odpowiedzi.
Ale z wypowiedzi przedstawicieli Ministerstwa Skarbu Państwa wynika, że nie ma na to szans.
- Analizując to, co można przeczytać w gazetach, domyślamy się, że sprawa nie idzie w tym kierunku, który nam odpowiada.
I co wy na to?
- Czekamy na piątkową radę wierzycieli, która ma podjąć decyzję o tym, co jeszcze stocznia zbuduje do 31 maja. Jest pewna szansa, że zapadnie decyzja o kontynuowaniu budowy dwóch rozpoczętych statków. Z naszych informacji wynika, że Agencja Rozwoju Przemysłu wyliczyła, że te jednostki opłaca się wybudować. Zaniechanie oznaczałoby bowiem konieczność zapłacenia przez Korporację Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych 150 milionów dolarów. To byłby zwrot zaliczek, jakie armatorzy przekazali stoczni na dotychczasowe prace. Co ważne, nie chodzi tu tylko o to, że jak zbudujemy statki, to strata będzie mniejsza. Dzięki mocnemu dolarowi i taniej stali stocznia na tych statkach nawet by zarobiła! Pytanie tylko, co na to rada wierzycieli?
Rada wierzycieli to m.in. prezes ARP, który wyliczył, co się opłaca.
- Owszem, ale nie mamy żadnej gwarancji, że występujący w dwóch rolach prezes sam sobie nie podstawi nogi. Sytuacja jest kuriozalna. Niestety, odnosimy wrażenie, że właściciel nie panuje nad stocznią. Nie mamy więc pewności, co się stanie.
Żeby zbudować oba statki i przekazać je armatorom, potrzebne są dodatkowe trzy miesiące. Stocznia musiałaby działać do września. Minister skarbu mówi jasno: z końcem maja stocznia przestaje istnieć. To może być zapowiedź decyzji: owszem, budować się opłaca, ale niestety nie damy rady.
- Wszystko zależy od operatywności tych, od których zależy los stoczni. Możliwy jest przecież wariant, że budowę będących na ukończeniu statków w czerwcu przejmie spółka celowa powołana przez ARP. W tym wariancie 31 maja Stocznia Szczecińska Nowa przestaje działać, ale stoczniowcy, praktycznie nie przerywając pracy, kończą budowę statków, tylko pod innym szyldem. O kontynuowaniu budowy może też zdecydować syndyk.
Syndyk wejdzie, jeśli okaże się, że na majątek stoczni nie ma chętnych. Bierzecie taki scenariusz pod uwagę?
- Niestety tak. Mostostal na pewno nie udźwignie całej stoczni. Jeśli przygotuje się jakąś pasującą im ofertę, to kupią niewielki kawałek firmy. Ponoć jest wciąż jeszcze norweski Ulstein i jakiś inwestor arabski, ale to nic pewnego. Wejście syndyka to jednak najgorszy scenariusz. Kto w tych czasach będzie chciał kupić majątek pozbawiony ludzi?
Jak oceniacie nowego prezesa Andrzeja Markowskiego?
- Prezes musiał zostać wybrany, bo to wymóg kodeksu handlowego. Ale on już nie ma możliwości, by zmienić bieg historii.
Kurier Szczeciński: ARP: przetarg na sprzedaż majątku stoczni - w marcu 2009-02-26 15:06:08
Przetarg na sprzedaż majątku stoczni Szczecin i Gdynia zostanie ogłoszony odpowiednio 9 i 16 marca - poinformowała w czwartek Agencja Rozwoju Przemysłu. ”Przetarg na sprzedaż składników majątku (...) będzie prowadzony z uwzględnieniem zasady zapewnienia przejrzystości, bezwarunkowości, niedyskryminacyjności oraz uczciwej konkurencji - w zgodzie z decyzją Komisji Europejskiej” - podkreśla Agencja w komunikacie.
ARP przypomina, że „nie prowadziła, nie prowadzi i nie będzie prowadzić żadnych rozmów z armatorami, którzy ulokowali, bądź zamierzają ulokować, produkcję statków w Stoczni Szczecińskiej Nowa lub Stoczni Gdynia”.
”Zgodnie z zapisami ustawy kompensacyjnej, za bieżące funkcjonowanie obu stoczni odpowiadają zarządy tych stoczni oraz zarządca kompensacji” - dodaje ARP.
21 stycznia br. wierzyciele stoczni Szczecin wybrali tzw. zarządcę kompensacji majątku firmy. Została nim - tak jak w przypadku stoczni Gdynia - firma Bud-Bank Leasing.
Bud-Bank Leasing z siedzibą w Warszawie będzie odpowiadał za wycenę, podział i sprzedaż majątku stoczni Szczecin i Gdynia. W ub.r. Komisja Europejska uznała za nielegalną pomoc finansową, którą polski rząd udzielił stoczniom w Gdyni i Szczecinie. KE dała polskiemu rządowi czas do czerwca br. na sprzedaż majątku obu stoczni. Do tego czasu zakłady mają też zwolnić wszystkich pracowników (w Gdyni jest to około 5200 osób, w Szczecinie - niespełna 4 tysiące). Szczegóły związane z wyprzedażą majątku oraz zwolnieniami zostały zawarte w tzw. specustawie stoczniowej, która weszła w życie 6 stycznia. W myśl ustawy sprzedaż majątku obu stoczni ma się odbyć w otwartym, nieograniczonym przetargu. Przepisy nie gwarantują produkcji statków w sprzedanych stoczniach. (PAP)
Kurier Szczeciński: Szczecin: umowa na dokumentację dot. modernizacji toru wodnego 2009-02-25 23:13:44
Ponad 3,3 miliona złotych otrzyma grupa firm, która przygotuje dokumentację potrzebną do zmodernizowanie kilku odcinków toru wodnego ze Świnoujścia do Szczecina. Andrzej Borowiec, dyrektor Urzędu Morskiego w Szczecinie, podpisał umowę z konsorcjum firm: Sener Sp. z o. o., Sener Ingenieria y Sistemas S.A., Biuro Projektów Budownictwa Morskiego Bimor Sp. z o. o. na wykonanie dokumentacji projektowo-kosztorysowej i studium wykonalności inwestycji pod nazwą „Modernizacja toru wodnego Świnoujście-Szczecin (Kanał Piastowski i Mieliński) – etap II, strona wschodnia i zachodnia”. Przedsięwzięcie będzie realizowane w ramach Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko. Wybrane przez UMS firmy mają opracować studium wykonalności inwestycji wraz z dokumentacją projektowo-kosztorysową, w tym m.in. „raportu o oddziaływaniu przedsięwzięcia na środowisko, projektu prac geologicznych i dokumentacji geologiczno-inzynierskiej, badań podwodnych, analizy nawigacyjnej, a także uzyskanie decyzji o pozwoleniu na budowę oraz pełnienie nadzoru autorskiego nad realizacją robót objętych dokumentacją przez cały okres ich trwania. Wartość umowy to 3 mln 320 tys. złotych netto” - czytamy w komunikacie.
Dziennik Bałtycki: Rami Ungar chce budować statki w Gdyni
Szymon Szadurski 2009-02-25 23:43:05, aktualizacja: 2009-02-26 13:04:51
Stocznia Gdynia SA decyzją Komisji Europejskiej nie może zawierać nowych kontraktów na budowę statków, nie oznacza to jednak, że nie trafią do niej kolejne zlecenia na samochodowce. Jak się bowiem okazuje, część takich kontraktów planuje przenieść do Polski ze stoczni azjatyckich izraelski armator Rami Ungar. W ratowanie zakładu, który zgodnie z decyzją urzędników z Brukseli i postanowieniami ustawy kompensacyjnej do31 maja powinien zakończyć swoją działalność, zaangażował się też prezydent Gdyni Wojciech Szczurek. Wysłał on list do premiera Donalda Tuska z prośbą o podjęcie kolejnych rokowań z przedstawicielami KE, aby termin ten przedłużyć. Uzasadnieniem dla zmiękczenia stanowiska KE miałby stać się kryzys gospodarczy. Jak udało nam się ustalić, na temat przenosin kontraktów na samochodowce z Wietnamu i Korei Południowej do Gdyni toczą się już rozmowy pomiędzy Rami Ungarem a właścicielem gdyńskiego zakładu, czyli Agencją Rozwoju Przemysłu SA. W sprawę zaangażowane jest ponadto Ministerstwo Gospodarki. Na pertraktacje te z nadzieją patrzą pracownicy stoczni.
- Nie jest tajemnicą, że Rami Ungar i towarzystwa klasyfikacyjne mają spore zastrzeżenia do samochodowców budowanych w Wietnamie - mówi Jerzy Miotke, wiceprzewodniczący Rady Miasta Gdyni, oddelegowany przez gdyński samorząd do pilotowania sprawy Stoczni Gdynia. - Na co dzień pracuję w stoczni, więc sprawa jest mi dobrze znana. Azjaci po prostu nie radzą sobie technologicznie z problemem, poszycia kadłubów trzeba więc uzupełniać, statek jest wtedy cięższy i może zabrać na pokład mniej samochodów. Dlatego Ungar chce przynajmniej część z ośmiu azjatyckich zleceń przenieść do Gdyni. Aby było to możliwe, trzeba jednak powołać nowy podmiot gospodarczy, który nie byłby objęty embargiem ustawy kompensacyjnej.
O sprawie słyszał też Dariusz Adamski, przewodniczący Komisji Międzyzakładowej NSZZ Solidarność Stoczni Gdynia SA. - Zarząd stoczni wykonuje obecnie analizy, czy przejęcie kontraktów z Azji byłoby rentowne - mówi Adamski. - To jednak bardzo prawdopodobne, bo ceny dostaw urządzeń spadły o 40 procent, z kolei mocno podrożał dolar. Przeniesienie kontraktów byłoby dobrym rozwiązaniem, bo samochodowce, zamawiane seryjnie przez Ungara, wykonujemy z zamkniętymi oczami. KE zabroniła nam co prawda kontraktować nowych statków, ale nikt nie powiedział, że w ogóle nie możemy dalej budować. Można też ubiegać się o czasowe zawieszenie embarga. Tylko wtedy jeśli w stoczni będą dalej budowane statki będzie ona atrakcyjna dla inwestorów. Kilka lat temu Ungar chciał kupić gdyński zakład. Nie porozumiał się jednak z rządem i zrezygnował. Nie wiadomo, czy izraelski armator wróci do koncepcji kupna stoczni.
Portal Morski / Polskie Radio Szczecvin: Zaremba: Niech stocznia Nowa buduje gazowce
Opublikowano: 26 lutego, 2009
Lekarstwem na uratowanie Stoczni Szczecińskiej Nowa może być budowa statków do transportu gazu. To pomysł senatora PO Krzysztofa Zaremby. Zaremba wysłał list do wicepremiera i ministra gospodarki Waldemara Pawlaka, w którym prosi o przeanalizowanie możliwości objęcia stoczni polityką energetyczną kraju. Zdaniem senatora, jeśli gazoport ma powstać w Świnoujściu, najkorzystniej byłoby budować gazowce w stoczni w Szczecinie. Zaremba przypomina też wicepremierowi Pawlakowi, że o ratowanie stoczni apelował też Sejmik Województwa Zachodniopomorskiego. Aneta Łuczkowska
Portal Morski: Międzynarodowe Targi Budowy i Wyposażenia Statków, Maszyn i Technologii Morskich SMM India w Mumbaju (Bombaj) Opublikowano: 26 lutego, 2009
Po rekordowej edycji największej i najważniejszej na świecie imprezy wystawienniczej przemysłu okrętowego – Targach SMM w Hamburgu, które odbyły się we wrześniu 2008, gromadząc prawie 2.000 wystawców i ponad 50.000 zwiedzających, Targi Hamburskie współorganizują dwie nowe „siostrzane” dla SMM Hamburg imprezy wystawiennicze. W styczniu 2009 roku odbyły się targi SMM Istanbul w Turcji, zaś w listopadzie 2009 roku (12-14.11.2009) odbędzie się pierwsza edycja Międzynarodowych Targów Budowy i Wyposażenia Statków, Maszyn i Technologii Morskich SMM India na terenach wystawienniczych Bombay Exhibition Centre w Mumbaju (Bombaj).
Organizacja targów SMM India przez Targi Hamburskie jest odpowiedzią na dynamicznie rozwijający się indyjski przemysł okrętowy (obecnie 8 miejsce na świecie jeśli chodzi o przemysł budowy statków) oraz na ciągły wzrost rządowych nakładów finansowych na tę branżę (już w 2010 roku indyjski przemysł stoczniowy oczekuje wzrostu na poziomie 500%).
Targi odbędą się w Mumbaju, największym porcie Indii i w drugim co do wielkości i znaczenia centrum wystawienniczym kraju (po New Dehli). Ze względu na swoje położenie geograficzne Mumbai zapewnia kontakt z krajami Środkowego Wschodu, Chinami, Koreą, Japonią, a także szybko rozwijającymi się rynkami Wietnamu, Filipin, Tajwanu i Singapuru.
Targi Hamburskie są współorganizatorem targów SMM India wspólnie z E.J. Krause & Associates z USA i Inter Ads Exhibitions z Indii. Ta współpraca zapewni z jednej strony najwyższą jakość targów dzięki doświadczeniu i kompetencjom Targów Hamburskich, z drugiej prezentację regionalnych i międzynarodowych liderów rynku okrętowego oraz dotarcie do jak największej liczby firm potencjalnie zainteresowanych wystawianiem się i odwiedzeniem targów. Targi są również wspierane przez indyjskie stowarzyszenia branżowe oraz rząd.
Targi SMM India odbędą się równolegle ze znanymi i gromadzącymi ponad 5.000 zwiedzających z Indii i 20 krajów targami Port International wyspecjalizowanymi w tematyce portowej. Dodatkowo targom SMM India towarzyszyć będzie specjalistyczna konferencja.
Zakres tematyczny targów obejmuje następujące obszary:
• budowa statków i przemysł stoczniowy
• wyposażenie statków, silniki / systemy napędowe
• systemy pomocnicze, urządzenia eksploatacyjne, systemy przeładunkowe,
• elektrotechnika / elektronika,
• porty,
• usługi morskie,
• armatorzy / przedsiębiorstwa żeglugowe, brokerzy morscy,
• technika morska.
Więcej informacji o targach udziela Przedstawicielstwo Targów Hamburskich w Polsce – (22) 620 71 98, (22) 620 72 98, E-mail: karas@eurotargi.com , kuzminska@eurotargi.com . Aneta Kuźmińska Przedstawicielstwo Targów Hamburskich w Polsce źródło: Informacja Prasowa
Port Gdynia: Wyróżnienie dla biurowca Portu Gdynia
Czas Gdyni jest coroczną nagrodą, przyznawaną przez Przewodniczącego Rady Miasta Gdyni gdyńskim inwestorom, osobom fizycznym lub prawnym, które najbardziej przyczyniły się w danym roku do rozwoju miasta. Nagroda ma na celu przede wszystkim promocję osiągnięć gdyńskich firm. Przyznając nagrodę kapituła kieruje się następującymi kryteriami:
wysokość zainwestowanego kapitału, wzbogacenie majątku gminy, liczba utworzonych miejsc pracy, wpływ na promocję miasta, przyciągnięcie i aktywizację kapitału, walory architektoniczne obiektu i wpływ na otoczenie, poprawa warunków życia mieszkańców, wpływ na rozwój turystyki, inwestycje proekologiczne, wpływ na transformację gospodarczą miasta i inna walory miastotwórcze projektu.
Za rok 2008, Zarząd Morskiego Portu Gdynia S.A. został uhonorowany otrzymując w konkursie jedno z trzech - równorzędnych wyróżnień. Wyróżnienie przyznane zostało za budynek przy ul. Janka Wiśniewskiego. Autorami projektu był zespół projektantów Pracowni Projektowej KENTON-arch z architektem mgr. inż. Rafałem Ickiewiczem jako prowadzącym. Generalnym Wykonawcą była Korporacja Budowlana DORACO Sp. z o.o. Realizacja projektu trwała około półtora roku. Podpisanie umowy nastąpiło 02.04.2007 r., natomiast przekazanie do użytkowania budynku wraz z częścią parkingów - 25.06.2008 r. Całkowite zakończenie projektu miało miejsce 30.09.2008 r. wraz z rozbiórką zlokalizowanego na terenie inwestycji starego budynku biurowego i dokończeniem infrastruktury z parkingami. Koszt inwestycji wyniósł około 20,5 mln zł. Budynek posiada sześć kondygnacji oraz parking na 226 aut osobowych, a także pełne wyposażenie techniczne wraz z klimatyzacją. Zatrudnienie w nim znalazło 330 osób.
Nagrodę główną konkursu otrzymała firma ALLCON S. A. za 2 budynki biurowe - "Łużycka Office Park". Dwa pozostałe, równorzędne wyróżnienia otrzymali : firma BARA Sp. z o.o. - za Hotel Hotton przy ul. św. Piotra oraz SKOK Stefczyka - za budynek biurowo - usługowy przy ul. Legionów.
Jednocześnie przypominamy, iż wcześniej wielokrotnie przyznawane były podmiotom funkcjonującym w obszarze portu gdyńskiego nagrody , bądź wyróżnienia CZASU GDYNI:
- w roku 2006 - nagroda dla Hutchinson Port Holdings za Gdyński Terminal Kontenerowy;
- w roku 2001 - wyróżnienie dla Zarządu Morskiego Portu Gdynia S.A. za terminal ro-ro;
- w roku 1999 - nagroda dla Port Gdynia Holding S.A. i Zakładów Azotowych Puławy S.A. za budowę terminalu przeładunkowo-składowego Bałtyckiej Bazy Masowej.
- W roku 1997 nagroda dla Port Gdynia Holding S.A. i Bałtyckiego Terminalu Zbożowego Sp. z o.o. za modernizację i rozbudowę elewatora zbożowego.
Portal Morski: Broström i Maersk restrukturyzują operacje zbiornikowców Opublikowano: 26 lutego, 2009
Broström i Maersk ujawniły plany operowania wspólną flotą zbiornikowców, po przejęciu szwedzkiego armatora przez Maerska. Wszystkie zbiornikowce o nośności poniżej 25 000 ton będą pływały w barwach Broström i będą zarządzane z biura tego armatora w Goeteborgu. Natomiast wszystkie większe jednostki (poza zarządzanymi przez paryskie biuro Broström) znajdą się w grupie Handytankers należącej do Maersk Tankers i będą zarządzane z biura w Kopenhadze. Zarówno Handytankers jak i Broström będą w pełni zintegrowane z Maersk Tankers. Broström zlikwiduje także wszystkie swoje biura poza tym w Goeteborgu.
Portal Morski: Wan Hai kupuje chińskiego armatora Opublikowano: 26 lutego, 2009
Tajwański armator Wan Hai Lines – największy operator na wewnętrznym rynku azjatyckim zamierza kupić jednego z chińskich armatorów liniowych. Wan Hai, na skutek kryzysu był zmuszony ograniczyć żeglugę na linii Azja – Europa i zrestrukturyzować połączenia azjatyckie. Wycofane środki zamierza on zainwestować w zakup chińskiego armatora, którego nazwa nie będzie jednak ujawniona do czasu zdobycia przez Wan Hai większości udziałów. Zakup ten pozwoli Tajwańczykom szerzej wejść na chiński rynek – obecnie tajwańscy armatorzy mogą przewozić towary w Chin wyłącznie na Tajwan, a dopiero stamtąd do innych krajów.
MW: Certyfikat ISO 9001:2000 oraz ISO 22000:2005 przyznany Akademii Marynarki Wojennej
Akademia Marynarki Wojennej im. Bohaterów Westerplatte otrzymała certyfikat ISO 9001:2000 oraz ISO 22000:2005. O zgodności z wymaganiami Systemu Zarządzania Jakością oraz Systemu Zarządzania Bezpieczeństwem Żywności zaświadczyło Biuro Certyfikacji Polskiego Rejestru Statków S.A. Certyfikat ważny jest do 11 lutego 2012 roku.
Przyznany certyfikat obejmuje zakres:
* Kształcenie studentów w trybie stacjonarnym i niestacjonarnym na poziomie I i II stopnia oraz na studiach podyplomowych.
* Prowadzenie badań naukowych, prac rozwojowych, wdrożeniowych, remontowych, produkcyjnych, projektowanie oraz dostawy systemów, technologii i wyrobów.
* Organizacja oraz prowadzenie kursów specjalistycznych, kwalifikacyjnych i doskonalących, w tym zakresie działalności objętej postanowieniami konwencji STCW oraz kursów językowych.
* Żywienie kadr Akademii Marynarki Wojennej.
Należy nadmienić, iż certyfikat ISO 9001:2001 jest międzynarodową normą, dotyczącą systemu zarządzania jakością, a więc definiuje wymagania, jakie ten system powinien spełniać. Natomiast ISO 22000:2005 to międzynarodowe przepisy dotyczące systemu zarządzania bezpieczeństwem żywności. Norma ta dotyczy wszystkich w łańcuchu żywnościowym, zarówno producentów żywności, opakowań, handlowców jak również firmy cateringowe i restauracje. Dzięki temu na całym świecie istnieje jeden standard obejmujący bezpieczeństwo żywności.
Gazeta Wyborcza: Jak to z Gierkiem w stoczni było
Adam Zadworny 2009-02-25, ostatnia aktualizacja 2009-02-25 20:37
Książkę z zapisem słynnego spotkania zbuntowanych robotników Szczecina z Edwardem Gierkiem i innymi przywódcami PRL wyda "Archiwum Solidarności". - Pół roku temu po kilkuletnich poszukiwaniach udało mi się zdobyć oryginalne taśmy sprzed 38 lat z zapisem tego spotkania, bezprecedensowego nie tylko w dziejach PRL, ale i w skali całego bloku - mówi dr Michał Paziewski, politolog z Uniwersytetu Szczecińskiego, pomysłodawca wydania książki. - Przez te wszystkie lata przechowywali je byli stoczniowcy Ryszard Flisiak oraz Lucjan Adamczuk. 24 stycznia 1971 r. do ogarniętego strajkiem generalnym Szczecina przyjechali najważniejsi ludzie w państwie: I sekretarz KC PZPR Edward Gierek, premier Piotr Jaroszewicz, szef MSW Franciszek Szlachcic i gen. Wojciech Jaruzelski, ówczesny szef armii i poseł ziemi szczecińskiej. Debata w strajkującej stoczni trwała blisko dziewięć godzin. Władza zadbała, aby społeczeństwo nigdy nie poznało tego dokumentu.
Paziewski: - Nagranie Ryszarda Flisiaka przegrali w szczecińskim hotelu Arkona Krzysztof Kieślowski i Tomasz Zygadło, którzy przygotowywali film dokumentalny "Robotnicy '70". Dzięki środowisku, parę lat później tworzącemu opozycję demokratyczną, kopia została przepisana i przemycona na Zachód. Przed VI zjazdem PZPR w grudniu 1971 r. wyemitowała ją Wolna Europa, drukiem wydała zaś paryska "Kultura".
Tamto wydanie było niepełne i obarczone wieloma błędami, które wynikały z kiepskiej jakości nagrania.
Dzięki odnalezionym po latach oryginalnym taśmom, "Archiwum Solidarności" (wywodzące się z podziemia wydawnictwo związane obecnie z Polską Akademią Nauk i Ośrodkiem "Karta") wyda książkę z "kanonicznym" zapisem tego historycznego spotkania. - Będzie on zawierał obszerny wstęp oraz aneks ze strajkowymi dokumentami - mówi Paziewski. Jak doszło do spotkania władzy z robotnikami? Na początku 1971 r., po krwawo stłumionej rewolcie robotników Wybrzeża, w Stoczni Szczecińskiej wciąż wrzało.
Iskrą, która spowodowała ponowny wybuch protestu, był zmanipulowany artykuł z "Głosu Szczecińskiego", z którego wynikało, że robotnicy z rurowni zobowiązali się "w czynie społecznym" pracować w najbliższą niedzielę. Dwa dni później robotnicy z rurowni rozpoczęli protest. Jego przywódca Edmund Bałuka rzucił hasło strajku okupacyjnego. Pierwszego dnia protestu uzbrojone wojsko i milicja otoczyły stocznię szczelnym kordonem. Odcięto dostawy żywności, wody i prądu. Doradca Komitetu Strajkowego Lucjan Adamczuk napisał wtedy dramatyczny list do I sekretarza KC. Dostała go dziennikarka "Trybuny Ludu" Alicja Solska, żona premiera Jaroszewicza. W niedzielę 24 stycznia rano przekazała go mężowi. Kiedy padła propozycja wyjazdu do Szczecina, Wojciech Jaruzelski miał się wyrazić: "Jest to leninowska decyzja".
Spotkanie w stoczniowej sali rozpoczęło się od odczytania przez Bałukę 12 postulatów. Robotnicy żądali przede wszystkim cofnięcia grudniowej podwyżki cen, opublikowania ich żądań, sprostowania kłamliwego artykułu i gwarancji bezpieczeństwa. Na straży realizacji postulatów miał stać Komitet Strajkowy, działający pod szyldem Komisji Robotniczej, która w istocie była pierwszym wolnym związkiem zawodowym w PRL. Nocna rozmowa zmęczonych, niewyspanych i głodnych stoczniowców z najwyższymi w PRL władzami skończyła się brawami oraz łamaniem chlebem.
e-swinoujscie.pl / Kuerier Szczeciński : Niemcy mają uwagi Czwartek, 26. Luty 2009 07:58
Stała przeprawa w Świnoujściu. Studium wykonalności dotyczące stałej przeprawy w Świnoujściu wymaga poprawek. Niemiecka firma PTV wskazała różne błędy i nieścisłości w dokumencie. W podsumowaniu stwierdziła jednak, że zawartość studium wykonalności jest zgodna z zasadami przewidzianymi dla projektów infrastruktury drogowej do współfinansowania ze środków Unii Europejskiej. W uwagach merytorycznych możemy wyczytać m.in., że model należy rozszerzyć na obszar terenów przylegających do miasta i mających wpływ na natężenie ruchu – jak Ahlbeck i Heringsdorf. Specjaliści z Niemiec wskazują także, że autorzy studium nie podjęli w opracowaniu tematu ruchu pieszego i rowerowego dla rozwiązania tunelowego. – Mobilność mieszkańców zostanie w wybranym wariancie znacznie ograniczona – twierdzą specjaliści z PTV. – Może spowodować to wzmożenie ruchu samochodowego, ...Więcej przetyczasz w dzisiejszym wydaniu Kuriera Szczecińskiego i w e-wydaniu www.kurier.szczecin.pl
2009- 02-27 Piątek
Gazeta Wyborcza: Gazoport bez gazowców
akr 2009-02-26, ostatnia aktualizacja 2009-02-26 19:37
Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo nie zamierza inwestować w budowę statków do transportu LNG. Taką informację otrzymaliśmy w czwartek z biura prasowego PGNiG - spółki, której zadaniem jest zapewnienie dostaw do Świnoujścia LNG (to ciekły gaz ziemny transportowany w temperaturze -163 stopni C, dzięki czemu jego objętość zmniejsza się 630 razy). - Nie planujemy budowy statków - mówi Rafał Pazura z biura prasowego spółki.
Jak więc LNG będzie transportowany do Świnoujścia? PGNiG wyjaśnia, że "jeśli chodzi o kwestie transportowe surowca - formuła i zasady dostaw zależą od wyników negocjacji" na temat źródła dostaw gazu. - Na obecnym etapie wszelkie informacje dotyczące negocjacji objęte są tajemnicą handlową - zastrzega Pazura. - Prowadzimy rozmowy i chcielibyśmy, aby ich finalizacja nastąpiła jak najszybciej. Jednak musimy jeszcze poczekać na końcowy efekt. To jakimi, a raczej czyimi statkami, będzie dostarczany LNG do Świnoujścia, to jedna z kluczowych spraw w całej inwestycji mającej pomóc zdywersyfikować dostawy tego surowca do Polski. Flota specjalistycznych statków, mogących transportować ciekły gaz nie jest duża, a technologia ich budowy skomplikowana. Potrafią je robić tylko nieliczne stocznie na świecie. Senator Krzysztof Zaremba proponował, by budowała je stocznia w Szczecinie. - Statek do przewozu LNG to z naszego punktu widzenia taki pływający rurociąg, który powinien być w polskich rękach - uważa senator PO. - A co się stanie, jeśli okaże się, że Rosjanie podbiją stawkę i wyczarterują gazowce, zabierając nam je sprzed nosa? O jakiej dywersyfikacji możemy mówić, kiedy znów będziemy od kogoś uzależnieni. W sprawie gazowców Zaremba wysłał pismo do wicepremiera Waldemara Pawlaka. Decyzja o ewentualnym zamówieniu statków lub też próbie ich budowy w Szczecinie, powinna zapaść w tym roku. Tylko wtedy jest szansa, by wprowadzić je do eksploatacji jednocześnie z uruchomieniem gazoportu na przełomie lat 2013-2014.
Gazeta Wyborcza: Nowa baza na ratunek statkom
napiór 2009-02-26, ostatnia aktualizacja 2009-02-26 19:06
Ratownictwo morskie w Świnoujściu ma nową siedzibę. Od dziś ratownicy urzędują w nowej bazie na zewnętrznym cyplu Basenu Północnego. To stąd - w razie katastrof morskich w rejonie zachodniego wybrzeża - wyruszać będą na pomoc specjalistyczne jednostki. Nowa baza Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa (w skrócie SAR - od angielskiego search and rescue - poszukuj i ratuj) kosztowała budżet państwa ok. 24 mln zł. Za te pieniądze powstało nabrzeże, przy którym mogą cumować statki ratownicze różnego typu oraz budynek, w którym ma się mieścić świnoujskie centrum koordynacyjne (drugie najważniejsze na polskim wybrzeżu po Gdyni) z zapleczem magazynowym, pomieszczeniami wypoczynkowymi dla załogi, kuchnią i węzłem sanitarnym. Na razie przy nabrzeżach nowej bazy cumuje jedynie statek "Czesław II" - jednostka wyspecjalizowana w zwalczaniu zanieczyszczeń oraz niewielka jednostka ratownicza typu SAR 1500. W planach jest sprowadzenie do Świnoujścia z Gdyni wielozadaniowej jednostki "Kapitan Poinc". Nie wiadomo, czy ten statek pozostanie w Świnoujściu na stałe, na pewno jednak będzie tu częstym gościem. Z pewnością znajdzie się też miejsce dla jednej z dwóch budowanych obecnie dużych, 37-metrowych jednostek typu SAR 3000. Głównym profilem nowej bazy pozostanie zwalczanie zanieczyszczeń. - Baza musi też dysponować zapleczem do przyjęcia i udzielania pierwszej pomocy ofiarom katastrof morskich - tłumaczy Marek Szczepaniak, zastępca dyrektora SAR w Gdyni ds. operacyjnych. Położenie bazy jest nieporównanie korzystniejsze, niż stara siedziba świnoujskich ratowników (dotychczas pracownicy SAR gnieździli się w budynku kapitanatu portu, w pokoju wynajmowanym od Urzędu Morskiego). Basen Północny usytuowany jest tylko kilkaset metrów od wyjścia z portu na wody Zatoki Pomorskiej. - Będziemy mogli działać szybko i bezpiecznie, bez obawy o kolizje - podkreśla dyrektor Szczepaniak.
SAR nie będzie jedynym gospodarzem nowego terenu. Dyrekcja w Gdyni zgodziła się na zlokalizowanie tutaj także punktu odpraw granicznych dla jachtów przypływających do świnoujskiej mariny.
Gazeta Wyborcza: Prezes stoczni: wodowanie będzie otwarte
rozmawiał Andrzej Kraśnicki jr 2009-02-26, ostatnia aktualizacja 2009-02-26 19:14
- Najbliższe wodowanie będzie otwarte, nikt w stoczni nie ma co do tego wątpliwości - mówi Andrzej Markowski, od ośmiu dni prezes Stoczni Szczecińskiej Nowa
Rozmowa z ostatnim prezesem SSN
Andrzej Kraśnicki jr: Tydzień temu został pan prezesem Stoczni Szczecińskiej Nowa. Powiedział pan wówczas, że przed udzieleniem wywiadu musi się pan rozejrzeć po firmie, przejrzeć dokumenty. Ma pan to już za sobą. I jakie wrażenia?
Andrzej Markowski, prezes Stoczni Szczecińskiej Nowa: Najbardziej uderzyła mnie, utkwiła mi w pamięci cisza w wielu miejscach stoczni. Tym bardziej że doskonale pamiętam stocznię, która żyła, którą było słychać. Przygnębiające wrażenie zrobiły też te miejsca, gdzie widać, że jakaś robota została rozpoczęta, ale dalej nic już się nie dzieje.
W stoczni zaczynał pan swoją karierę zawodową.
- Zaczynałem w 1968 r. jako monter kadłubowy. Rozpoczynałem od produkcji sterów, potem nadbudówek i poszyć burtowych. Potem skończyłem wieczorowo studia. Zająłem się matematycznym opisem kształtów kadłuba, co było wykorzystywane przy nowej technice cięcia blach. Mam ogromny sentyment do stoczni. To była moja pierwsza praca i być może będzie ostatnią. Ale moją ostatnią. Bo stocznia powinna dalej istnieć.
Jak to jest być prezesem, który prowadzi firmę do demontażu? To niewdzięczne zajęcie.
- W wieku 60 lat, a ja za chwilę będę tyle miał, nie robi się już karier. Chcę swoje doświadczenie spożytkować tak, by stocznia i stoczniowcy jak najmniej boleśnie przeszli przez kolejny zakręt w dziejach firmy. Ja zresztą nie traktuję tego procesu jako demontaż stoczni, ale jako proces przekształcenia zakładu w inny lub inne podmioty gospodarcze. Oczywiście w części powinna być zachowana produkcja statków. Nie wyobrażam sobie, by nie dokończyć rozpoczętych już jednostek. W tej chwili kończone są trzy z nich. Jeden statek, który jest na wodzie, ma być przejęty przez Agencję Rozwoju Przemysłu. Są też sekcje do dwóch kolejnych jednostek. Jedna jest gotowa w około 30 proc., druga - w około 10 proc. Mamy też gotowe w 90 proc. projekty techniczne dwóch promów dla PŻM.
Tyle że Stocznia Szczecińska Nowa w czerwcu przestanie istnieć. Kto wtedy dokończy te statki?
- Mogą być zbudowane pod innym szyldem, ważne, by stało się to w Szczecinie. Każde inne rozwiązanie będzie na pewno droższe. Problem w tym, że decyzje nie zapadają w Szczecinie, ale na poziomie Ministerstwa Skarbu Państwa i Agencji Rozwoju Przemysłu. Ludziom z tych instytucji trzeba dać materiały i pokazać, że dokończenie statków wprawdzie będzie się wiązać ze stratą, ale ich niedokończenie będzie jeszcze kosztowniejsze [bo trzeba by wtedy m.in. zwrócić armatorom włożone w budowę pieniądze - przyp. red.]. Po zamknięciu Stoczni Szczecińskiej Nowa statki mogłaby dokończyć powołana do tego celu spółka celowa, w której pracę znaleźliby stoczniowcy. To rozwiązanie pozwoliłoby zatrzymać kadrę oraz utrzymać w ruchu urządzenia, dzięki czemu nie straciłyby certyfikatów. Taki majątek zawsze będzie łatwiej sprzedać.
Teraz może być z tym problem, bo rynek okrętowy także odczuwa kryzys.
- Zgodzę się, że rynek inwestorów w tej branży dziś nie jest głęboki. Mówi się, że kryzys, jeśli chodzi o okrętownictwo, może potrwać dwa do pięciu lat. Co można w związku z tym robić? Staram się wykorzystać moje stare kontakty. W przyszłym tygodniu mam wizytę bardzo poważnego potencjalnego inwestora, który ma na rynku niemieckim trzy duże kontrakty na wielkogabarytowe konstrukcje stalowe. Oczywiście to są dopiero wstępne rozmowy. Będę jednak namawiał do tego, by jeszcze przed przetargiem na majątek stoczni [ma się odbyć 9 marca - przyp. red.] zechciał swoje zamówienia zrealizować w Szczecinie. Taki partner mógłby wydzierżawić część majątku firmy i przejąć część stoczniowców. Nie chcę jednak niczego obiecywać, bo wiem, że ludzie kolejnego zawodu nie wytrzymają.
Kiedy odbędzie się wodowanie kontenerowca dla rosyjskiego armatora i czy będzie ono otwarte?
- 7 marca, w sobotę. Na pewno będzie otwarte. W stoczni nikt nie ma wątpliwości, że taki powinno mieć charakter.
Andrzej Markowski pracował w Stoczni Szczecińskiej w latach 1962-1982 oraz w latach 90. Był szczecińskim radnym, a w latach 1998-2002 prezesem Zakładów Chemicznych Police. Później, do sierpnia 2008 r., kierował Szczecińsko-Polickim Przedsiębiorstwem Komunikacyjnym.
Kurier Szczeciński: Gdańsk: zwodowali prom na gaz 2009-02-27 15:29:24
Wodowanie pasażersko-samochodowego dwustronnego promu fiordowego „Moldefjord” w Stoczni Północnej w Gdańsku, 27 bm. Jest to pierwszy zbudowany w Polsce prom z napędem gazowym, został zbudowany na zamówienie Norwegów. (PAP)
Kurier Szczeciński: Wierzyciele: zgoda na jeszcze trzy statki w Szczecinie 2009-02-27 18:06:33
Na wybudowanie lub dokończenie jeszcze trzech statków zgodziła się w piątek Rada Wierzycieli Stoczni Szczecińskiej Nowej. Tak wynika z komunikatu przesłanego nam przez Agencję Rozwoju Przemysłu. ”Rada Wierzycieli pozytywnie zaopiniowała zakres działalności gospodarczej” stoczni, „w tym w zakresie świadczeń związanych z budową statków (...)”. Z enigmatycznej informacji wynika, że chodzi o trzeci kontenerowiec B170, 25. z serii kontenerowiec B178-I oraz szósty z serii statek typu con-ro (B201-II). Wierzyciele „pozytywnie zaopiniowali” też działania tzw, zarządcy kompensacji (likwidatora stoczni) dotyczące zobowiązań spółki sprzed rozpoczęcia likwidacji, jeżeli pomogą one w budowie wymienionych jednostek.
Podobny komunikat dotyczy Stoczni Gdynia, która do końca maja ma wyprodukować dwa samochodowce oraz kontenerowiec. Samochodowce mają trafić do firmy zajmującej się żeglugą morską z Wysp Man (Ray Car Carriers Limited), natomiast kontenerowiec powstanie na zamówienie niemieckiego armatora. W ub.r. Komisja Europejska uznała za nielegalną pomoc finansową, którą polski rząd udzielił stoczniom w Gdyni i Szczecinie. KE dała polskiemu rządowi czas do czerwca br. na sprzedaż majątku obu stoczni. Do tego czasu zakłady mają też zwolnić wszystkich pracowników (w Gdyni jest to około 5200 osób, w Szczecinie - niespełna 4 tysiące).
Szczegóły związane z wyprzedażą majątku oraz zwolnieniami zostały zawarte w tzw. specustawie stoczniowej, która weszła w życie 6 stycznia. Sprzedaż majątku stoczni Szczecin i Gdynia zostanie ogłoszona odpowiednio 9 i 16 marca; ma się odbyć w otwartym, nieograniczonym przetargu. Specustawa nie gwarantuje produkcji statków w sprzedanych stoczniach. (kl, PAP)
NaszeMiasto.pl > Gdańsk: Są chętni na majątek stoczni
Konferencja na temat przyszłości polskich stoczni odbyła się wczoraj w siedzibie Związku Pracodawców Forum Okrętowe. Wnioski? Wszyscy mają nadzieję, że będzie dobrze. W spotkaniu wzięli udział przedstawiciele Agencji Rozwoju Przemysłu, Ministerstwa Skarbu, Zarządu Portu w Gdyni oraz wiceprezydent miasta Gdyni. - Jesteśmy zdeterminowani, aby uratować przemysł stoczniowy - mówił Zdzisław Gawlik, podsekretarz stanu w Ministerstwie Skarbu Państwa. - Zdajemy sobie sprawę, że ze stocznią jest związanych wiele innych firm.
Gawlik zapewnił, że ministerstwo jest bardzo zadowolone z postępu procesu kompensacji w Stoczni Gdynia.
- Wszystko idzie zgodnie z planem - mówił Gawlik. - Zjawiło się już kilku potencjalnych dużych inwestorów, którzy są zainteresowani przejęciem większości majątku zakładu. Minister Gawlik nie chciał jednak ujawnić, jacy są to inwestorzy.
Trochę mniej optymistycznie na sprawę patrzy zarząd Stoczni Gdynia.
- Wersja wydarzeń zakładająca, że znajdzie się jeden inwestor chętny na całą firmę, jest tak optymistyczna, że aż nieprawdopodobna - powiedział Mateusz Filipp, prezes Stoczni Gdynia. - Stocznia powinna zostać podzielona. Jednak w jej zasobie powinno zostać jądro produkcji stoczniowej, czyli biuro projektowe i produkcja.
- Władze miejskie zrobią wszystko, aby na terenie stoczni była kontynuowana produkcja stoczniowa - zapewnił Bogusław Stasiak, wiceprezydent Gdyni.
Majątek stoczni musi zostać sprzedany do końca maja tego roku. Opracowany został już wstępny projekt podziału stoczniowego majątku. Musi go jeszcze zatwierdzić prezes Agencji Rozwoju Przemysłu. Razem z wyceną majątku projekt zostanie przedstawiony 6 marca. Poprzednie wyceny określały wartość stoczniowego majątku na 600 mln zł. Ile będzie wart według nowej wyceny, nie wiadomo. Na razie zinwentaryzowane zostało już 90 proc. majątku. Do sprzedania będzie kilka tysięcy maszyn i urządzeń oraz ponad 100 ha gruntów. Terenami Stoczni Gdynia zainteresowany jest Zarząd Portu w Gdyni. Tym bardziej że ma on prawo jego pierwokupu.
- Najbardziej interesują nas tereny, które będziemy mogli wykorzystać pod przeładunku kontenerów oraz statków typu ro-ro - stwierdził Janusz Jarosiński, prezes Portu Gdynia.
Solidarność wraz z pracodawcami zrzeszonymi w Forum Okrętowym wysłała list do premiera Donalda Tuska. Oczekuje od rządu wsparcia dla potencjalnych inwestorów i gwarancji dla kontraktowanych w przyszłości statków. Pracodawcy i związkowcy oczekują, że rząd opracuje narzędzia pozwalające na utrzymanie miejsc pracy, a jeśli okaże się to konieczne, przedłuży termin sprzedaży stoczniowego majątku i kontynuowania produkcji stoczniowej.
- Na razie nie ma takiej potrzeby - zapewnił minister Gawlik. - Jeśli dojdzie do tego, że zabraknie nam czasu na doprowadzenie kompensacji do końca, istnieje prawdopodobieństwo negocjacji z Komisją Europejską. Robert Kiewlicz - NaszeMiasto.pl
Polskie Radio Szczecin: Wierzyciele zdecydują o budowie statków
Rada wierzycieli Stoczni Szczecińskiej Nowa zadecyduje dziś co dalej z budową dwóch zamówionych wcześniej jednostek. Sekcje statków są gotowe. Prezes stoczni Andrzej Markowski uważa, że gdyby zapadła pozytywna decyzja, to będzie szansa na pozyskanie środków finansowych potrzebnych do zakończenia budowy. To z kolei będzie oznaczać pracę przynajmniej do końca tego roku dla załogi kadłubowni. - Stocznię trzeba sprywatyzować, ale nie do końca maja - uważa tymczasem senator Krzysztof Zaremba. Parlamentarzysta Platformy Obywatelskiej dodał w Rozmowach pod krawatem, że nie można sprzedać zakładu "na chybcika", i że Komisja Europejska nie traktuje wszystkich tak samo. - Inne rządy łamią zasady solidarności europejskiej, wolnego rynku, udzielania pomocy publicznej. W moim przekonaniu i wielu prawników, zwalniają nas rząd od jakiejkolwiek odpowiedzialności i dotrzymywania słowa - mówi Zaremba. Agencja Rozwoju Przemysłu przedstawi dziś projekt "Wsparcia dla pracowników sektora budownictwa okrętowego dotkniętych negatywnymi skutkami restrukturyzacji". Jest on współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego - Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki. Prezentacja odbędzie się jednocześnie w Szczecinie i Gdyni w południe. Piotr KOŁODZIEJSKI - 2009-02-27 10:23:402009-02-27, 10:17: Lidia Krawczuk-Janicka
Polskie Radio Szczecin: Co ARP proponuje stoczniowcom?
Każdy stoczniowiec otrzyma wsparcie od doradcy zawodowego, będzie mógł wziąć udział w szkoleniach zawodowych i specjalistycznych, a za udział w nich dostanie pieniądze. To nowy projekt pomocy dla zwalnianych z pracy stoczniowców. Po szkoleniach dostanie też co najmniej dwie propozycje pracy do wyboru. - Stoczniowiec będzie mógł skorzystać zarówno z usług szkoleniowo-doradczych, pośrednictwa pracy, ale również będzie mógł otrzymywać świadczenia pieniężne - zapewnia Arkadiusz Wiecha z Agencji Rozwoju Przemysłu. - Każdy stoczniowiec będzie miał indywidualną ścieżkę aktywizacji. Agencja Rozwoju Przemysłu podpisała umowę z konsorcjum, w skład którego wchodzą firmy: Doradztwo Gospodarcze DGA oraz pośrednictwo pracy Work Service. Ich biuro zostanie otwarte w Stoczni Szczecińskiej Nowa w poniedziałek 2 marca o godzinie 12. Grzegorz KAŹMIERCZAK - 2009-02-27 15:36:452009-02-27, 15:31: Barbara Gondek
Portal Morski: Fredericia – Moss – błyskawiczny koniec linii Opublikowano: 27 lutego, 2009
Nowa linia promowa łącząca duńską Fredericię z norweskim Moss zakończyła działalność już po sześciu rejsach obsługującego ją promu Moondance. Linia była wspólnym przedsięwzięciem Fredericia Shipping i należącego do Clipper Group Seatruck Shipping. Według przedstawicieli linii startowała ona w bardzo trudnym czasie kryzysu kiedy nieaktualnymi stały się wcześniejsze kalkulacje dotyczące jej opłacalności.Prom Moondance który został zatrudniony na tej linii po zastąpieniu go na dotychczasowej przez nowe jednostki, powróci wkrótce do Liverpoolu gdzie zostanie odstawiony „na sznurku”.
Portal Morski: Norilsk Nickel zakończył budowę floty Opublikowano: 27 lutego, 2009
Rosyjski koncern Norilsk Nickel zakończył budowę specjalistycznej floty arktycznych, uniwersalnych kontenerowców, przeznaczonych do transportu wyrobów koncernu z portów syberyjskich do Murmańska. Nowo zbudowana flota liczy pięć, bliźniaczych jednostek zdolnych do samodzielnego poruszania się w lodach systemem „double acting” (rufą na przód); prototyp dostarczyła stocznia Aker w Helsinkach, z cztery pozostałe – stocznie Aker, a obecnie Wadan ze wschodnich Niemiec. Ostatnią przekazaną jednostką jest statek Nadezhda, dostarczony w styczniu 2009 roku i jako jedyny z piątki wyposażony w żurawie pokładowe (dwa, po 40 ton udźwigu).
Portal Morski: Od morza do morza Opublikowano: 27 lutego, 2009
„Bałtycka Ukraina” zachęca organizacje non-profit, w tym samorządy terytorialne z obszaru Pomorza lub Warmii i Mazur, do wspólnego aplikowania o środki norweskie przyznawane w ramach Funduszu Małych Grantów Transgranicznych i Międzyregionalnych za pośrednictwem Sekretariatu Euroregionu "Bałtyk". "Bałtycka Ukraina" opracowała gotowy schemat projektu, posiadamy partnera po stronie ukraińskiej i gotowy pomysł - potrzebny jest jedynie partner polski, który będzie zainteresowany wydaniem publikacji na temat gospodarki morskiej Morza Czarnego. Ukraina - to nasz "strategiczny partner", dużo się mówi o konieczności włączania Ukrainy w orbitę integracji europejskiej, a to rodzi konieczność dokładniejszego poznania najbardziej "kosmopolitycznej" sfery ukraińskiej gospodarki - czyli gospodarki morskiej. Niestety, w Polsce praktycznie nie ma możliwości zapoznania się z publikacjami na temat ukraińskiej branży morskiej, a bez tego trudno jest mówić o realizacji wspólnych projektów infrastrukturalnych. Chcielibyśmy to zmienić - wydając publikację p. t. "Gospodarka morska Ukrainy. Zbiór artykułów o tematyce morskiej publikowanych na łamach tygodnika Dzerkało Tyżnia w latach 2000-2009”. Serdecznie zachęcamy do współpracy!
Więcej informacji: http://www.baltic-ukraine.com/pl/index.php/post/397/,
http://www.baltic-ukraine.com/pl/index.php/post/389/
MW: Marynarze odznaczeni przez Javiera Solanę Gdynia 2009-02-27 11:47
Sekretarz generalny Rady Unii Europejskiej Javier Solana odznaczył członków Zespołu Reporterskiego Marynarki Wojennej medalem za misję w Czadzie. Komandor podporucznik Radosław Pioch i bosman Krzysztof Żakowski otrzymali odznaczenia z rąk dowódcy Marynarki Wojennej wiceadmirała Andrzeja Karwety. Ceremonia wręczenia medali odbyła się dzisiaj (piątek, 27 lutego) w Dowództwie Marynarki Wojennej w Gdyni. Odznaczeni marynarze odebrali medale w obecności kierowniczej kadry Marynarki Wojennej i dowódców związków taktycznych polskich sił morskich. Kmdr ppor. Radosław Pioch i bosm. Krzysztof Żakowski tworzą jeden team w ramach Zespołu Reporterskiego Marynarki Wojennej. Właśnie jako Zespół Reporterski uczestniczyli w misji w Czadzie w pierwszym jej etapie. W Afryce spędzili około dwóch miesięcy. Działali wspólnie z inżynieryjną grupą przygotowawczą. Ich zadaniem było przygotowanie materiałów filmowych i fotograficznych na potrzeby Dowództwa Operacyjnego SZRP – koordynatora wszystkich polskich misji poza granicami kraju. Efektem ich pracy było zrealizowanie ponad 20 godzin taśmy i 11 tysięcy fotografii przedstawiających początki polskiej misji w Czadzie. Ponadto materiały zdjęciowe bosmana Krzysztofa Żakowskiego, w formie filmu z misji, zostały nagrodzone III nagrodą na ubiegłorocznym Ogólnopolskim Przeglądzie Filmów Amatorskich WP w Rzeszowie.
Zespół Reporterski Marynarki Wojennej tworzą cztery osoby działające w dwóch team’ach złożonych ze specjalistów: kamera+montaż oraz foto+fotoedycja. Pierwszy team tworzą kmdr ppor. Radosław PIOCH (szef zespołu, relacje, foto, fotoedycja, informatyk) i bosman Krzysztof ŻAKOWSKI (operator kamery, montaż). W skład drugiego teamu wchodzą: bosmanmat Grzegorz WALETKO (kamera, montaż, informatyk) i Marian KLUCZYŃSKI (foto, fotoedycja).
Główne zadania to archiwizacja zdjęciowo-filmowa działań Marynarki Wojennej, w tym głównie ćwiczeń i operacji morskich, akcji o charakterze bojowym, ratowniczym, udziału MW w działaniach międzynarodowych oraz efektów programów modernizacyjnych. Wszystkie materiały zrealizowane przez Zespół mogą być udostępniane mediom oraz wykorzystywane do publikacji na stronach internetowych MW, resortu Obrony Narodowej oraz prasy wojskowej.
Członkowie tego zespołu uczestniczą w działaniach na morzu, w powietrzu i na lądzie – wszędzie tam gdzie obecne są jednostki MW. Realizowali materiały z kilkuset ćwiczeń międzynarodowych i krajowych, akcji ratowniczych i humanitarnych, a także operacji bojowych prowadzonych przez jednostki MW. Byli uczestnikami tak skomplikowanych działań jak operacje desantowe, przeciwminowe, zwalczanie okrętów podwodnych, strzelania rakietowe czy likwidacje niewybuchów, Posiadają także przeszkolenie do udziału w działaniach Wojsk Lądowych, dzięki czemu uczestniczyli w misji zagranicznej w ramach PKW Czad. Współpracowali z podobnymi zespołami z Marynarki Wojennej USA, wykonywali materiały na rzecz Dowództwa Morskiego NATO w Northwood, na potrzeby polskich mediów oraz zagranicznych stacji telewizyjnych i redakcji prasowych. W bieżącej działalności Zespół Reporterski MW współpracuje z Zespołem Reporterskim "Combat Camera" Dowództwa Operacyjnego Sił Zbrojnych przeznaczonym do działań w ramach polskich misji zagranicznych. Oba zespoły wymieniają doświadczenia i łączą swoje działania w ramach operacji połączonych, takich jak np. ćwiczenie "Anakonda 2008". Obecnie w dorobku zespołu jest 20 tysięcy minut taśmy oraz ćwierć miliona fotografii przedstawiających praktycznie wszystkie sfery funkcjonowania Marynarki Wojennej, a także innych rodzajów Sił Zbrojnych. Ostatnim osiągnięciem Zespołu Reporterskiego Marynarki Wojennej był udział w obsłudze prasowej Nieformalnego Spotkania Ministrów Obrony Narodowej Państw NATO (w lutym w Krakowie).
MW: Odszedł na wieczną wachtę... Gdynia 2009-02-27 11:03
W środę, 25 lutego, zmarł wychowawca wielu pokoleń marynarskich kmdr w st. spocz. Stanisław Kniaziewicz. Przez 14 lat będąc zastępcą Komendanta Wyższej Szkoły Marynarki Wojennej ds. liniowych, przekazywał doświadczenie i uczył żołnierskiego rzemiosła pokolenia podchorążych – przyszłych oficerów MW. Pogrzeb odbędzie się 02 marca 2009 o godz. 13.00 w asyście honorowej Akademii Marynarki Wojennej na Cmentarzu MW, Gdynia-Oksywie. Kmdr w st. spocz. Stanisław Kniaziewicz s. Antoniego urodził się 20.07.1926 r. w miejscowości Dalidowicze na Wileńszczyźnie. Komandor S. Kniaziewicz do Wojska Polskiego wstąpił 17 września 1944 roku i brał udział w walce z okupantem w składzie 1 Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte 1 Armii WP. Po wojnie w latach 1947 – 1950 studiował w Oficerskiej Szkole Wojsk Pancernych w Poznaniu. Po ukończeniu szkoły został wyznaczony na dowódcę plutonu, a później kompanii podchorążych tej uczelni. W latach 1952 – 1955 studiował w Wojskowej Akademii Technicznej, a następnie w Akademii Sztabu Generalnego. W latach 1956 – 1959 pełnił służbę wojskową na stanowiskach szefa sztabu pułku czołgów oraz dowódcy samodzielnego batalionu czołgów. Od 1959 roku komandor S. Kniaziewicz pełni obowiązki Szefa Wydziału Szkolenia Pancernego Pomorskiego Okręgu Wojskowego. W 1968 roku został Szefem Sztabu – Zastępcą Dowódcy 16 Dywizji Pancernej. Zastępcą Komendanta Wyższej Szkoły Marynarki Wojennej został w 1972 roku. Na tym stanowisku komandor S. Kniaziewicz służył przez 14 lat, poświęcając czas wychowaniu i ukształtowaniu młodych ludzi, którzy chcieli zostać oficerami Marynarki Wojennej. Zwolniony z zawodowej służby wojskowej i przeniesiony w stan spoczynku został w dniu 14 sierpnia 1986 roku. Komandor Stanisław Kniaziewicz nosił mundur przez 42 lata, w tym czasie został odznaczony między innymi: Brązowym Medalem Zasłużony na Polu Chwały, Złotym Krzyżem Zasługi, Krzyżem Oficerskim Odrodzenia Polski i Medalem „Za udział w walkach o Berlin”.
Dziennik Bałtycki: Foki przeszkadzją rybakom w połowach
Rybacy łowiący w Zatoce Gdańskiej wołają zrozpaczeni: foki wyjadają nam łososie z sieci! Będziemy żądać wypłaty odszkodowań. Zbigniew Pyra, prezes Spółdzielni Pracy Rybołówstwa Morskiego "Żagiel" w Stegnie, wczoraj, zamiast ryb, znalazł w swych sieciach jedynie głowy łososi. Resztę zjadła foka. Rybak nie ma wątpliwości, że to ona. Widział ją na własne oczy. Foka, gdy tylko usłyszy warkot silnika łodzi, natychmiast pojawia się przy sieciach. Zanim rybacy dopłyną, morski ssak zdąży umknąć z łupem.
- Kiedyś w ciągu miesiąca łowiłem i pół tony troci i łososi. Teraz, przez dwa miesiące przywiozłem zaledwie kilka sztuk. Nie da się dokładnie ocenić, ile ryb pada łupem fok. Te dwa, po których pozostały tylko głowy, mogły ważyć po 4 kilogramy każdy - szacuje Pyra. Ale, przecież może być tak, że zwierzę porywa z siatki całe sztuki. Widzieliśmy, jak foka pływała sobie na grzbiecie i żarła łososia, jeszcze żywego! Zwierzęta te wcale nie boją się ludzi, penetrują sieci postawione 100 metrów od brzegu Mierzei Wiślanej, od portu w Jantarze!
Rybacy przypuszczają, że foki nie tylko kradną ryby, ale też odstraszają całe stada łososi. Morskich ssaków jest bowiem coraz więcej. Kiedyś w rejonie ujścia Wisły widywano jedynie samca i dwie samice. Teraz, na tamtejszych wysepkach wyleguje się stado liczące 9 sztuk.
- Jak tak dalej pójdzie, zażądamy odszkodowania od Skarbu Państwa za straty spowodowane przez zwierzęta będące pod ochroną - zapowiada prezes Zbigniew Pyra. - Na lądzie takie rekompensaty dostają rolnicy, więc dlaczego rybakom nie przysługuje podobne zadośćuczynienie?
Ale prof. Krzysztof Skóra, kierownik Stacji Morskiej Instytutu Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego, przypomina:
- Od lat proszę rybaków o przekazywanie informacji dotyczących wielkości szkód powodowanych przez foki. Rybacy o swych stratach mówią, ale dostarczają nam niewiele wiarygodnych dowodów. Żeby odszkodowania można przyznawać, straty muszą zostać udokumentowane, z podaniem ich proporcji w stosunku do wielkości połowów.
O cichej wojnie między rybakami a fokami nie wiedzą też u pomorskiego konserwatora przyrody.
- Nie dotarła do mnie wiadomość, że foki wyjadają ryby z sieci - zapewnia Katarzyna Kistowska, zastępca regionalnego pomorskiego konserwatora przyrody w Gdańsku. - Żeby państwo wypłacało za to odszkodowania, musiałyby zostać zmienione przepisy. Teraz rekompensaty przysługują za szkody wyrządzone przez wilki, niedźwiedzie i bobry. W Pomorskiem dotyczy to działalności bobrów, a od niedawna także wilków.
Kazimierz Netka - POLSKA Dziennik Bałtycki
2009- 02-28 Sobota
Gazeta Wyborcza: Lor coraz mniej. Kryzys dopadł morskie promy
Mariusz Rabenda 2009-02-27, ostatnia aktualizacja 2009-02-27 21:50
Po kilku latach boomu przewozy na promach do Skandynawii załamały się. Nowy prom Unity Line, wprowadzony na trasę do Ystad we wrześniu, nie zmienił spadkowej tendencji. Najważniejszy dla firm promowych jest przewóz ciężarówek. To na nich Unity Line czy Polferries zarabiają najwięcej. Trzy lata temu wzrost przewozu tirów sięgał 20 proc., w 2007 r. przybyło jeszcze 13 proc. W roku 2008 r. tendencja wzrostowa utrzymywała się do wakacji. Potem było tąpnięcie. - Kryzys najbardziej uderzył w branżę motoryzacyjną, a na naszych pokładach woziliśmy mnóstwo akcesoriów: opony, zagłówki, części do samochodów. Także Ikea zmniejszyła przewozy. To podstawowe przyczyny spadku przewiezionych lor [17,5-metrowych naczep - przyp. red.] - wyjaśnia Paweł Szynkaruk, dyrektor naczelny Polskiej Żeglugi Morskiej, która jest właścicielem Unity Line, największego operatora na trasach pomiędzy Świnoujściem i Skandynawią. W ostatnich trzech miesiącach zeszłego roku na trasie do i z Skandynawii przewożono od 2,5 do 3,5 tys. ciężarówek mniej niż w 2007 r. W Świnoujściu odpraw było 800-1000 mniej miesięcznie. - My utrzymaliśmy liczbę przewożonych lor na poziomie z roku poprzedniego - dowodzi Piotr Waszczenko, wiceprezes Unity Line.
Spadki udało się jednak podtrzymać tylko dlatego, że we wrześniu na trasę do Ystad Unity Line wstawiła na trasę Świnoujście-Ystad nowy prom "Skania" z miejscem na 90 ciężarówek na pokładach. Odbyło się to jednak kosztem Polskiej Żeglugi Bałtyckiej (Polferries), której prom "Wawel" pływa na tej samej trasie o tej samej porze. Spadek przewozów na promie PŻB jesienią wyniósł prawie 20 proc. (2,8 tys. lor). Przez cały rok spadała też liczba przewożonych pasażerów. W całym 2008 r. było ich o 90 tys. mniej niż rok wcześniej. - Nałożyły się tu dwie przyczyny: silna złotówka odstraszała pasażerów skandynawskich od wyjazdów do Polski, a z drugiej strony oferta tanich linii lotniczych odebrała pasażerów z głębi Polski, którzy kiedyś do pracy w Skandynawii dojeżdżali busami i promem - uważa Szynkaruk. Szef PŻM nie prognozuje, kiedy spadkowa tendencja się zmieni. W obecnej sytuacji nie martwi go, że nie uda się zbudować w latach 2010/11 dwóch nowych promów zakontraktowanych w stoczni szczecińskiej.
- Szacujemy, że w najbliższych kilku latach potencjał, którym dysponujemy, wystarczy, by obsłużyć linie skandynawskie - tłumaczy.
Oba nowe promy dla PŻM miały mieć ponad 200 m długości. Specjalnie dla ich potrzeb Zarząd Morskich Portów Szczecin i Świnoujście miał zbudować dłuższe nabrzeże w terminalu promowym w Świnoujściu.
- Z planów inwestycyjnych nie rezygnujemy - zapewnia Wojciech Sobecki, rzecznik ZMPSiŚ. - Do końca tego roku będziemy mieć projekt budowlany, najpóźniej na początku 2010 r. zacznie się rozbudowa.
Port chce najpierw wydłużyć jedno ze stanowisk promowych o 65 m, a później zbudować drugie, całkiem nowe. Łączny koszt obu zadań - ponad 160 mln zł. - Ostatnio był u nas prezes firmy Scandlines, największego operatora promowego na Bałtyku, który jest zainteresowany obsługą linii do Świnoujścia - mówi Sobecki. - To dla nas duża szansa rozwojowa.
Gazeta Wyborcza: Kursy dla stoczniowców, a potem pewna praca?
Andrzej Kraśnicki jr 2009-02-27, ostatnia aktualizacja 2009-02-27 21:58
Każdy pracownik Stoczni Szczecińskiej Nowa dostanie dwie oferty pracy dopasowane do jego oczekiwań i możliwości - zapewniają specjaliści wynajęci przez właściciela stoczni. Objęci programem przez pół roku dostaną dodatkowe pieniądze. Zdaniem specjalistów od rynku pracy część stoczniowców znajdzie pracę od ręki, bez potrzeby dodatkowych szkoleń. Odsiecz dla tracących pracę stoczniowców to zapisane w ustawie stoczniowej zadanie Agencji Rozwoju Przemysłu. Ta do pomocy zaangażowała dwie specjalistyczne firmy: Work Service i Doradztwo Gospodarcze DGA. W piątek na konferencji prasowej szefowie tych spółek przedstawili szczegóły programu.
- To jeden z największych i najbardziej kompleksowych projektów tego typu w historii Polski - zachwala Krzysztof Inglot, dyrektor działu sprzedaży strategicznej Work Service.
Udział w nim jest dobrowolny. Zapisy zaczną się 2 marca w południe. Po podpisaniu umowy stoczniowiec od razu zostanie umówiony na indywidualną rozmowę z doradcą zawodowym. Projekt zakłada, że takich spotkań będzie więcej. Łącznie każdemu pracownikowi zostanie poświęconych osiem godzin.
- Doradca przygotuje charakterystykę pracownika, określi jego cechy, pomoże mu w doborze szkoleń dających dodatkowe umiejętności czy też certyfikaty, które pomogą znaleźć nowego pracodawcę - wyjaśnia Anna Szymańska, wiceprezes DGA.
Do dyspozycji stoczniowców i ich rodzin będzie psycholog. Najważniejsze mają być jednak bezpłatne szkolenia. Według Szymańskiej, tu także będzie indywidualne podejście.
- Jeśli ktoś powie nam, że ma ofertę pracy, ale brakuje mu jakiegoś certyfikatu, pomożemy mu go zdobyć - deklaruje.
Ponieważ program ma trwać aż 16 miesięcy, szkolenia mogą być specjalistyczne i długotrwałe. Stoczniowcy mogą też liczyć na bezpłatne doradztwo przy zakładaniu własnych firm. Work Service i DGA deklarują, że finalnym efektem ich działań będzie przedstawienie każdemu stoczniowcowi przynajmniej dwóch ofert pracy.
- Będą dopasowane do profilu stoczniowca, adekwatne do jego oczekiwań, planów, a nawet miejsca zamieszkania - zapowiada Anna Szymańska.
To ostatnie kryterium jest ważne, bo około 50 proc. z 4 tys. stoczniowców jest spoza Szczecina.
- Dlatego utworzymy mobilne biura, by dotrzeć z pomocą do miejsc zamieszkania. Żeby ludzie nie musieli za każdym razem przyjeżdżać do Szczecina - mówi Inglot.
Kto zdecyduje się wziąć udział w programie, będzie mógł też liczyć na pieniądze - przez pół roku co miesiąc dostanie maksymalnie 200 proc. najniższego miesięcznego wynagrodzenia (obecnie wynosi 1276 zł brutto) z tzw. pakietu świadczeń szkoleniowych. Dla każdego stoczniowca stawka świadczenia będzie obliczana indywidualnie.
Prezes DGA Andrzej Głowacki przyznał dziennikarzom, że w czasach kryzysu znalezienie nowych miejsc pracy nie będzie łatwe. Nie chciał snuć scenariuszy.
- Może być jak z bajki, kiedy okaże się, że są inwestorzy gotowi kupić stocznię, ale może być też tak, że do 31 maja nie pojawi się żaden - tłumaczył.
Z tego powodu ARP nie chce na razie szacować kosztów całego programu. Wiadomo jedynie, że wykorzystane zostaną fundusze unijne z Europejskiego Funduszu Społecznego, które Polska ma do dyspozycji.
- Teoretycznie program jest imponujący, martwi mnie jednak to, że - mimo najszczerszych chęci - nie stworzy się w ten sposób nowych miejsc pracy, a to od tego będzie zależeć, czy nawet najlepiej przeszkolony i przekwalifikowany stoczniowiec znajdzie pracę - mówi "Gazecie" Jacek Kantor, szef Solidarności 80 w SSN.
W piątek pojawił się też cień nadziei, że grupowe zwolnienia zostaną odsunięte w czasie. Rada Wierzycieli (czyli m.in. prezes ARP) zatwierdziła kontynuowanie prac przy trzech statkach i nie powiedziała "nie" planom budowy kolejnych dwóch, chociaż ich budowę dokończyłaby np. spółka celowa powołana w czerwcu na gruzach SSN. Teraz poszukiwany jest sposób jej finansowania. ARP na ten temat jednak milczy.
- Pozostaję w kontakcie w ARP. Jestem pewien, że te statki będą wybudowane - twierdzi senator PO Krzysztof Zaremba. - Dajmy tylko jeszcze trochę czasu, by wszystko zostało zapięte na ostatni guzik.
Gazeta Wyborcza: Zwolnią ze stoczni? Wstąp do spółdzielni
Mikołaj Chrzan 2009-02-27, ostatnia aktualizacja 2009-02-27 19:09
Do końca maja zwolnieni będą wszyscy pracownicy Stoczni Gdynia - 5200 osób. By nie trafili na bezrobocie, jeden ze związków zawodowych tworzy Spółdzielnię Pracę Stoczniowiec. - Specustawa stoczniowa miała nam zapewnić miękkie lądowanie. Dziś już nikt w to nie wierzy, rząd nie wywiązuje się z obietnic - opowiada Leszek Świętczak, szef związku zawodowego Stoczniowiec. - Przykład? Choćby punkty konsultacyjne dla pracowników. Niby są, ale nic z tego nie wynika, trudno tam uzyskać jakiekolwiek informacje.Do sądu trafił niedawno wniosek o rejestrację Spółdzielni Pracy Stoczniowiec. - Założycielami są 24 osoby, związane głównie z naszym związkiem. Ale potem - po opłaceniu wpisowego w wysokości 100 zł - przystąpić będzie mógł każdy - mówi Świętczak, który trafił do rady nadzorczej nowego podmiotu. Informacja o zakładaniu spółdzielni trafiła już też do załogi - opublikowano ją w rozdawanym załodze związkowym biuletynie. Spółdzielnia ma zajmować się wykonywaniem różnego typu usług. - W stoczni mamy przeróżnych pracowników: od spawaczy po sprzątaczki. I podobnie szeroka będzie nasza oferta: nie wykluczamy świadczenia usług przy budowie statków, sprzątania. Prowadzimy już rozmowy z potencjalnymi klientami, ale na razie nie chcę podawać ich nazwy - mówi Leszek Świętczak. Spółdzielnia Pracy kojarzy się z archaiczną formą prowadzenia działalności gospodarczej. - A wcale tak nie jest - przekonuje szef Stoczniowca. - Różnica jest taka, że w spółce cały zysk idzie do właściciela. W spółdzielni wszyscy są właścicielami. Oprócz wynagrodzenia za pracę, będą dostawali dywidendę.Świętczak nie chce na razie prognozować, ilu ze zwalnianych stoczniowców zapisze się do spółdzielni.Koledzy z konkurencyjnych związków zawodowych też niechętnie komentują sprawę. - Mamy wątpliwości, czy Świętczak będzie dobrym menedżerem. Do tej pory lepiej wychodziły mu strajki - mówi jeden z nich.
Głos Szczeciński: Rusza program zwolnień monitorowanych dla stoczniowców
Piotr Jasina 28 lutego 2009, 7:57
Doradztwo Gospodarcze DGA oraz Work Service zajmą się szkoleniami, doradztwem zawodowym i szukaniem ofert dla stoczniowców.
Program zwolnień monitorowanych
Gwarantuje szereg usług aktywizujących, przygotowujących uczestników do znalezienia nowego miejsca pracy. Obejmuje doradztwo zawodowe, pośrednictwo pracy, szkolenia zawodowe, pomoc w aktywnym poszukiwaniu pracy. Zapewnia także uczestnictwo w stażach, fundusze na podjęcie działalności gospodarczej, refundacje itp. W poniedziałek w budynku kadr Stoczni Szczecińskiej Nowa będzie działał już punkt tego konsorcjum, w którym stoczniowcy będą mogli podpisywać umowy wejścia do programu. Konsorcjum będzie odpowiadało kompleksowo za szkolenia i doradztwo dla około 8000 pracowników stoczni w Szczecinie i Gdyni. Program zwolnień monitorowanych zostanie zakończony 30 czerwca 2010 roku. Konsorcjum przed trzema dniami zawarło umowę z Agencją Rozwoju Przemysłu dotyczącą jego realizacji. Spółka DGA będzie odpowiadać za program szkoleń i doradztwa zawodowego. Natomiast Work Service za szukanie ofert pracy dla stoczniowców. Szkolenia będą wykonywać nasze rodzime spółki. - Szkolenia będą grupowe, ale jesteśmy także przygotowani do szkoleń indywidualnych - zapewniała na wczorajszej konferencji prasowej Anna Szymańska z DGA. Program będzie realizowany do 30 czerwca przyszłego roku, ale każdy zainteresowany od momentu podpisania umowy będzie mógł korzystać z pomocy przez 6 miesięcy. - Kilkanaście miesięcy trwa projekt, więc każdy kto będzie chciał, zdąży skorzystać z programu - zapewniał Krzysztof Inglot z Work Service. - Do każdego stoczniowca, mimo tak licznej grupy, będzie podejście indywidualne - powtórzył Arkadiusz Wiecha z Agencji Rozwoju Przemysłu. - Priorytetem jest to, by zatrzymać tych ludzi na naszym rynku, by nie emigrowali za pracą. Jakie będą koszty realizacji programu? Trudno oszacować, właśnie z powodu indywidualnego podejścia do stoczniowców. Anna Szymańska z DGA dodaje, że w ramach programu zobowiązują się złożyć każdemu stoczniowcowi 2 oferty pracy adekwatne do jego wykształcenia, kwalifikacji i umiejętności. Od chwili zawarcia umowy każdy uczestnik programu ma zagwarantowane maksymalnie dwie najniższe pensje. Ale wysokość tych świadczeń będzie ustalana indywidualnie.
Dziennik Bałtycki: Rusza program dla zwalnianych stoczniowców - 40 mln zł na szkolenia i szukanie pracy
W poniedziałek rusza program szkoleń i poszukiwania pracy dla zwalnianych pracowników likwidowanej Stoczni Gdynia. Prowadzić je będzie konsorcjum firm DGA i Work Service, którym zadanie zleciła Agencja Rozwoju Przemysłu.
- Naszym zadaniem będzie pomoc w znalezieniu zatrudnienia dla 5,2 tys. pracowników stoczni - powiedział Tomasz Szpikowski, prezes Work Service.
Pierwsi zwalniani stoczniowcy będą mogli podpisać umowy uczestnictwa w programie monitorowanych zwolnień. Obejmuje on doradztwo indywidualne, szkolenia i przekwalifikowywanie oraz pomoc w znalezieniu zatrudnienia. Konsorcjum na realizację programu dysponuje kwotą 40 mln zł przyznanych przez Unię Europejską. Pierwsze spotkania z doradcami odbędą się 16 marca.
Każdy pracownik przez sześć miesięcy będzie przeszkolony w indywidualnym toku uwzględniającym jego preferencje, wykształcenie i zawód. W tym czasie będzie otrzymywał specjalne świadczenie wysokości maks. 200 proc. wynagrodzenia za urlop.
- Spodziewamy się, że do programu przystąpi zdecydowana większość pracowników dodał Szpikowski.
Firmy doradcze w ciągu kilku tygodni mają zapoznać się z potencjałem kadrowym stoczni. Następnie zaczną szukać potencjalnych pracodawców dla stoczniowców, najpierw w regionie ponieważ program
przewiduje, że 80 proc. osób powinno znaleźć zatrudnienie w najbliższej okolicy.
- "Przeczeszemy" przedsiębiorstwa w promieniu 50 km od Trójmiasta - tłumaczy Szpikowski. - Będziemy szukać także firm w kraju i za granicą. Mamy już kilka zapytań od firm chcących zatrudnić stoczniowców.
Są to firmy z przemysłu naftowego, konstrukcji stalowych i maszynowego.
Umowa zawarta przez ARP przewiduje, że działania DGA i Work Service mają zakończyć się znalezieniem zatrudnienia przez minimum 20 proc. zwalnianych pracowników. W innym razie konsorcjum zapłaci milionowe kary.
- Jesteśmy zdeterminowani zakończyć program sukcesem - twierdzi Szpikowski. - Mamy nadzieję, że wszyscy uczestniczący w programie znajdą pracę. Jacek Klein - POLSKA Dziennik Bałtycki
Dziennik Bałtycki: Miasto chce przejąć port
Hubert Bierndgarski 2009-02-28 09:59:01, aktualizacja: 2009-02-28 09:59:01
Są już pierwsze decyzje w sprawie komunalizacji portu morskiego w Ustce. Na czwartkowej sesji radni upoważnili burmistrza miasta do podjęcia działań mających na celu przejęcie od Urzędu Morskiego całej infrastruktury portowej i przylegających do nabrzeży terenów.
Po ich przejęciu powołany zostanie zarząd portu morskiego, który w imieniu miasta będzie nim administrował. Urzędnicy liczą na to, że rocznie spółka zarobi około miliona złotych.
Ustecki samorząd zabiega o przejęcie terenów portowych już od 2005 roku. Zanim jednak do tego doszło, specjaliści przygotowali strategię rozwoju tego portu. Zakłada ona funkcjonowanie portu rybackiego i mariny żeglarskiej.
- W sumie zabiegamy o przejęcie połowy terenów, bo reszta należy już do prywatnych osób - mówi Marek Kurowski, wiceburmistrz Ustki. - Mamy uzgodnienia z Urzędem Morskim, więc nie powinno być większych problemów. Cały proces przejmowania zajmie nam nie więcej niż trzy, cztery miesiące.
Na ostatniej sesji radni większością głosów zgodzili się na rozpoczęcie całej procedury przejmowania terenów. Część rajców nie ukrywa jednak swoich obaw.
- Nie wiem, czy nie bierzemy kota w worku - zastanawia się radna Anna Górecka. - Tak naprawdę nikt nam nie jest w stanie powiedzieć, ile będzie kosztowała modernizacja nabrzeży portowych. Samorządowcy liczą jednak na pieniądze z Unii Europejskiej przeznaczone na rozwój portów morskich. Już na początku mówi się o kwocie około 40 milionów złotych.
Jednocześnie z przejmowaniem terenów portowych miasto rozpocznie procedury planistyczne dotyczące tych terenów. Tutaj także mogą się pojawić się problemy. Część prywatnych właścicieli jest zdania, że port powinien się ograniczyć do funkcji turystycznych.
- Nie żaden handel morski ani rybołówstwo, które powoli zanika, ale właśnie turystyka jest przyszłością tego miasta - mówi Jerzy Malek, właściciel terenów po byłej Stoczni Ustka. - Chciałbym, aby w porcie powstały nowe hotele, apartamenty, baseny jachtowe i centra handlowe, tak aby przyjeżdżający do nas turyści mieli możliwości wyboru wypoczynku.
Liczą na zarobek
Samorządowcy z Ustki liczą na to, że rocznie port zarobi około miliona złotych. Będą to generalnie dochody z dzierżaw gruntów i opłat portowych. Ważniejsze są jednak same inwestycje związane z rozbudową portu, szczególnie te dotyczące turystyki morskiej i żeglarskiej. Ciekawa i atrakcyjna przystań żeglarska z całym zapleczem będzie zachętą dla żeglarzy. To oni będą zostawiali swoje pieniądze w hotelach, barach i restauracjach portowych. Dzieje się tak już w Darłowie i Kołobrzegu.
Dziennik Bałtycki: Anglicy pochwalili Gdynię
Szymon Szadurski 2009-02-27 21:21:58, aktualizacja: 2009-02-27 22:27:11
Nie ma najmniejszych obaw, aby cokolwiek mogło przeszkodzić w sprawnym zorganizowaniu w lipcu wielkiego zlotu żaglowców The Tall Ships' Races w Gdyni. Wręcz przeciwnie, wszystko wskazuje na to, że dla rzeszy gdynian i milionów turystów szykuje się w wakacje niezapomniane widowisko.
Do Trójmiasta z kilkudniową wizytą zawitali w tym tygodniu przedstawiciele Sail Training International (Brytyjskie Stowarzyszenie Szkolenia pod Żaglami), przyznający co roku miastom prawo organizacji regat. Anglicy chcieli osobiście przekonać się, jak Gdynia radzi sobie z realizacją organizacyjnego harmonogramu wyznaczonego przez STI. Trójmiasto opuszczali bardzo zadowoleni.
- To, co tutaj zobaczyliśmy, daje nam pewność, że Gdynia będzie wzorowo przygotowana na lipcowe przyjęcie naszej floty - powiedział Peter Newell, dyrektor regat. - Nieczęsto spotykamy się z takim entuzjazmem ludzi, którzy organizują zlot.
- Jesteśmy pod wrażeniem - dodał Christer Samuelsson, przewodniczący STI. - To będzie zlot, o którym będziemy długo pamiętać.
Anglicy prosto z Polski odlecieli wizytować rosyjski Sankt Petersburg, kolejne miasto na trasie lipcowych regat. Peter Newell już dzień po opuszczeniu Trójmiasta przesłał jednak gdyńskim samorządowcom maila z podziękowaniami.
- To dla nas bardzo miłe, bo ciężka praca całego zespołu ludzi została doceniona - mówi Joanna Zielińska, pełnomocnik prezydenta Gdyni ds. organizacji regat. - Pod każdym względem, infrastruktury, programu kulturalnego, planowanych zabezpieczeń, Anglicy ocenili nas wysoko. Regaty The Tall Ships' Races odbędą się w Gdyni od 2 do 5 lipca. Udział w zlocie zapowiedziało już 18 jednostek tzw. klasy A, czyli największych żaglowców na świecie, m.in. słynny rosyjski "Sedov".
Dziennik Bałtycki: Przygotowania do lipcowego zlotu Tall Ships Races w Gdyni ocenione przez organizatorów na "6"
Nie ma najmniejszych obaw, oby cokolwiek mogło przeszkodzić w sprawnym zorganizowaniu w lipcu wielkiego zlotu żaglowców The Tall Ships Races w Gdyni. Wręcz przeciwnie, wszystko wskazuje na to, że dla rzeszy gdynian i milionów turystów szykuje się w wakacje niezapomniane widowisko.
największy szkolny żaglowiec świata - rosyjski 'Sedov'. Fot. materiały prasowe
Do Trójmiasta z kilkudniową wizytą zawitali w tym tygodniu przedstawiciele Sail Training International (Brytyjskie Stowarzyszenie Szkolenia pod Żaglami), przyznający co roku miastom prawo organizacji regat. Anglicy chcieli osobiście przekonać się, jak Gdynia radzi sobie z realizacją organizacyjnego harmonogramu, wyznaczonego przez STI. Trójmiasto opuszczali bardzo zadowoleni.
- To, co tutaj zobaczyliśmy, daje nam pewność, że Gdynia będzie wzorowo przygotowana na lipcowe przyjęcie naszej floty - powiedział Peter Newell, dyrektor regat - Nieczęsto spotykamy się z takim entuzjazmem ludzi, którzy organizują zlot.
- Jesteśmy pod wrażeniem - dodał Christer Samuelsson, przewodniczący STI. - To będzie zlot, o którym będziemy długo pamiętać.
Anglicy prosto z Polski odlecieli wizytować rosyjski Sankt Petersburg, kolejne miasto na trasie lipcowych regat. Peter Newell już dzień po opuszczeniu Trójmiasta przesłał jednak gdyńskim samorządowcom maila z podziękowaniami.
- To dla nas bardzo miłe, bo ciężka praca całego zespołu ludzi została doceniona - mówi Joanna Zielińska, pełnomocnik prezydenta Gdyni ds. organizacji regat. - Pod każdym względem, infrastruktury, programu kulturalnego, planowanych zabezpieczeń, Anglicy ocenili nas wysoko.
Regaty The Tall Ships Races odbędą się w Gdyni od 2 do 5 lipca. Udział w zlocie zapowiedziało już 18 jednostek tzw. klasy A, czyli największych żaglowców na świecie, m.in. słynny rosyjski Sedov. Szymon Szadurski - POLSKA Dziennik Bałtycki

